Kategorie
Takie tam różności

O różnych rzeczach.

Cześć Wam, mili moi. Jakoś tak się zrobiło po Piekarowemu, to "mili moi" mam na myśli, ale nie wiem skąd mi się to wzięło, więc nie pytajcie, bo i taknic mądrego się nie dowiecie.
Taki post, albo jakiś podobny zaczęłam pisać na świeżo po koncercie, na którym byłyśmy 5 grudnia, ale coś mi się Elten wykrzaczył i wpis się nie dodał, a ponieważ ogarnęło mnie lenistwo, to postanowiłam nie pisać nic, o.
Co do koncertu: było sympatycznie, podobało się nam, wykonawcy odwalili kawał dobrej roboty, a odnośnie piosenek: sporo było znanych, a choćby z "Mulan", z "Króla lwa", "Shreka", "Krainy lodu" 1 i 2. Mogliśmy ponadto usłyszeć piosenki z "Roszpunki", "Księżniczki i żaby", "Pocahontas’", a także "Pięknej i bestii". Ogólnie rzecz ujmując: w większości były to utworki ze znanych bajek, choć i perełki się zdarzyły, z "księżniczki Anastazji", bardzo ładny utwór.
Tyle w temacie koncertu.
Zima u nas cały poprzedni tydzień się trzymała i to tak całkiem dobrze się miała, bo nawet przymroziło i to niezgorzej, zważywszy, że po -5 było, a odczuwało się jak -10.
Zuzanna bałwana ulepiła, śnieżkami się rzucałyśmy, pierwsze w tym roku sanki dziecię moje też zaliczyło, czyli początek zimy udany, pomijając zaskoczonych drogowców, przecie ich to nawet w środku stycznia zaskoczyć potrafi, więc naprawdę, nie wymagajmy cudów od panów. A swoją drogą, słyszeliście, że niektórzy w Wielkopolsce koszą trawę w śniegu po kostki? Tak? Słyszeliście? To dobrze.
I to jest dopiero miasto cudów, bodajże gdzieś w okolicach Kalisza to było, a jeśli nie to mnie poprawcie. Nie chce mi się teraz tego sprawdzać.
Co by tu jednak nie powiedzieć to przynajmniej Koszalin nie jest osamotniony w materii głupoty i cudów.
W tym tygodniu z moją pierworodną będziemy piekły pierniki, ale tym razem postanowiłam całkowicie wyzbyć się ambicji i kupić gotowca ciasto, do którego trzeba dodać tylko chyba jajka i masło. Oczywiście mogłabym sama zagnieść jakieś ciasto na tego piernika, ale chyba mi się nie chce. Poza tym planujemy też ubrać choinkę w sobotę albo niedzielę, konkretnie nie wiem kiedy, lecz na pewno w weekend.
I tak już na koniec się pochwalę, a co … … … … … … … … … Od 3 stycznia kończę karierę bezrobotnej/ poszukującej pracy. Oczywiście jestem z tego faktu niezmiernie zadowolona i nawet nie chodzi o jakieś tam spełnianie się czy coś, ale o przypływ gotówki. 😜 Tak tak, ja wiem, mało to wzniosłe, bo przecie powinnam tu peany układać, bo praca dla niepełnosprawnych jest jak niemalże tlen. Ogólnie to ja naprawdę się cieszę, ale nie ukrywam, że dla mnie największe znaczenie ma wymiar finansowy, ten drugi owszem tak, jest ważny, ale ma znaczenie drugorzędne.
A cóż będę w tej pracy porabiać, spytacie? Ano, przypadło mi w udziale stanowisko copy writera i dobrze, bo to akurat lubię. Całe szczęście nie jest to żaden telemarketing, bo w tym to ja się nie sprawdziłam, choć nie wykluczam, że w akcie desperacji pewnie robotę na słuchawce też bym przyjęła, ale na szczęście aż tak zdesperowana nie jestem.
Poza tym muszę trochę odgruzować bloga, usunąć to i owo, bo tylko miejsce zajmuje, a treści żadnej za sobą nie niesie. Nie, żeby ten wpis był jakiś wartościowy, wszak wiadomo, że nie jest, ale poczułam nagłą potrzebę skrobnięcia tu czegoś i proszę, możecie poczytać, jeśli najdzie Was ochota.
No dobrze, kończę, muszę mężu kanapki do pracy zrobić i dziecku ogarnąć jakieś odzienie do przedszkola.
Pozdrawiam i dobrej nocki życzę Wam, kochani.

Kategorie
Takie tam różności

Armagiedon w Koszalinie

Hej hej, witajcie ludkowie mili.
Ostatnio o tym moim mieście dość głośno się robi, a może tylko tak mi się wydaje, że głośno, może wcale nie, ale do czego zmierzam, za jakąż to sprawą o Koszalinku miałoby być głośno? Spieszę z wyjaśnieniami:
po pierwsze primo: walący się wiadukt. Było to pewnie jakieś półtora miesiąca temu jak wiadukt wziął i runął. 🙂
Po drugie secundo: prezydent tego miasta dostanie podwyżkę i będzie zarabiał jeszcze raz tyle, co jest totalną niedorzecznością.
Po trzecie tercio: to u nas patodeweloperka szerzy się w najlepsze, gdyż deweloper zapowiedział wybudowanie małych kawalerek na wynajem, a najmniejsza z nich będzie liczyła … … … … uwaga uwaga: 2,5mkw.
Pewnie znalazłoby się jeszcze kilka takich smaczków w tym mieście, lecz to o czym napisałam to nieledwie wstęp do dzisiejszych wydarzeń.
Zaznaczę tylko, że wczoraj nic tego nie zapowiadało, a gdy wracałam od znajomego masażysty, jedyne, co lekko padało to drobna mżawka i tyle.
Rano jednak obudziłam się w zgoła odmiennej rzeczywistości, bo Koszalin zasypał śnieg. To, że w ogóle leży, powiedziała Zuzia, patrząc przez okno. Wtedy nie wzięłam tego jakoś do siebie, wszak jest grudzień i śnieg nie powinien być niczym nadzwyczajnym. Gdy jednak wyszłyśmy do przedszkola, uświadomiłam sobie rozmiar białego puchu, którego było już chyba z 10cm i nadal padał.
Chwilę później otrzymałam powiadomienie z aplikacji zwanej mobilną kartą miejską, że ruch na drogach jest utrudniony, samochody stoją w korkach, a komunikacja miejska ma opóźnienia.
Nic to. Pomyślałam sobie, bo dopiero po południu miałam zaplanowane dalsze wyjście. Zuzia była na urodzinach u kolegów z przedszkola, tak gwoli wyjaśnienia.
Po jakimś kwadransie dostałam powiadomienie, że ruch komunikacyjny w mieście jest sparaliżowany. Nie wiadomo, śmiać się, czy płakać, szczególnie, że jeszcze nie tak dawno władze tego miasta chwaliły się, że Koszalin jest gotów na nadejście zimy, że mają 6,5mln zł na przeciwdziałanie jej skutkom. O, jakże się pomylili, zima znowu, proszę państwa, zaskoczyła drogowców.
Gdyby nie fakt, że jechałam z Zuzią na urodziny, pewnie wcale bym się nie przejęła. Nie ukrywam, że trochę się martwiłam jak to będzie z taksówkami i moje zmartwienia wcale nie były bezzasadne, bo nie dość, że czas oczekiwania wahał się między 20, a 30min, to jeszcze nigdzie nie można było się dodzwonić, bo albo mieli zajęte, albo nikt nie odbierał.
Ostatecznie jednak wszystko się udało, ale nie obyło się bez nerwów, szczególnie w drodze powrotnej. Dzieciaki pomęczone, chcą już do domu, a tu trzeba czekać na zimnie.
Podsumowując: jakie to czasy nastały, że kilka centymetrów śniegu potrafi sparaliżować całe miasto. No dobra, bo narzekam jak starowina jakaś, a mnie do tego stanu jeszcze trochę daleko.
No to trzymajcie się ciepło i bądźcie grzeczni, żeby Mikołaj do was przyszedł.

Kategorie
Takie tam różności

Czekam, więc wpisik jakowyś popełnię przy okazji.

Cześć, witajcie w tę sobotnią noc. Co tam u was? Jak weekend mija?
Ach, napisałam, że czekam, ano, muszę młodej temperaturę zmierzyć, żeby wiedzieć czy już jej syrop podać. Jestem z tych, co to przy 37,5 syropu nie dają, ba, dopiero powyżej 38,5 powoli się przymierzam do zapodania czegoś, co mam na stanie. Młoda dość dobrze znosi gorączkę, w sensie nie ma żadnych tam drgawek i nic takiego, więc nie zbijam czegoś, co w praktyce przyczynia się do obrony organizmu.
Podejrzewam, że w poniedziałek czeka nas wycieczka do lekarza i obym się dostała, bo u nas to tak różnie bywa. Ciężko dostać się z chorym dzieciakiem na wizytę, ale na szczepienie to już teraz, zaraz możesz lecieć. Wkurzające to jest ogólnie rzecz biorąc. Kilka razy robiłam już podejście do zmiany przychodni, ale tam jest dobry pediatra i stosunkowo blisko, więc póki znów mnie nie wkurzą, nie zamierzam nic zmieniać.
Jak już pewnie wiecie, kupiłam robota sprzątającego i muszę przyznać, że jest to najlepsza inwestycja w 2021 r. Mieliśmy czekać do black friday, ale znalazłam go w atrakcyjnej cenie i stwierdziłam, że zasadniczo to nie ma na co czekać i trza brać teraz.
Prezenty w większości kupione, jeszcze tylko nie mam pomysłu co ja bym chciała od Mikołaja pod choinkę. Może torebkę, a może perfumy, a może … … … … Sama nie wiem.
Pewnie coś tam jeszcze przyjdzie mi do głowy i małżonek będzie na ostatnią chwilę kupował. 🙂
A 5 grudnia br. wybieramy się z Zuzanną na koncert do teatru muzycznego Adria, pt. "Zaczarowana piosenka", (nie mylić z zaczarowaną piosenką Dymnej). 🙂 Będą to piosenki z bajek i musicali Disney’a.
Właśnie usiłowałam kupić bilety, lecz chyba bez oka nie będzie to takie proste, inna sprawa czy jest sens kupować tak wcześnie, wszak nie wiadomo czy znowu jakichś ograniczeń nie wprowadzą, a kasy nie zwrócą, choć nie wiem czy w tej sytuacji nie powinni. Na stronie teatru jest jednak adnotacja, że zwrotów nie ma, więc podejrzewam, że ewentualne ograniczenia też się do tego wliczają.
Mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie, ja sama mam wielką ochotę iść na ten koncert, bo zapowiada się ciekawie, a i Zuzanna też się cieszy, że pójdziemy.
No dobra, będę kończyć, wszak termometr sam się nie zaniesie i nie zmierzy gorączki.
Pożegnam się zatem, dobrej nocki, Drodzy.

Kategorie
Takie tam różności

O wszystkim, a skoro o wszystkim, to o niczym.

Cześć, dobry wam wieczór. Dziwny dobór słownictwa, wiem, ale tak jakoś samo mi się w głowie poukładało, tyle, celem wyjaśnienia.
Jeśli natomiast liczycie na jakiś konkretny wpis, może jakiś merytoryczny czy coś, to srodze się zawiedziecie, bo to, jak tytuł wskazuje, jest o niczym szczególnym, a bo też ostatnio nic szczególnego się nie dzieje. Zaczął się listopad, miesiąc, którego raczej nie lubię, z resztą nie ja jedna zapewne, zimno jest, pada i jakoś tak ogólnie depresyjnie się zrobiło.
Myślę też, że czas najwyższy wziąć się za draft "Gruzowiska", w końcu wiem co należałoby z nim zrobić i zamierzam wkrótce się do tego zabrać, pousuwać zbędne wątki, tu i tam coś poprawić i kto wie, może gdzieś to wysłać, no tak by wypadało, choć co do tego ostatniego to nie jestem jakoś przekonana, cykora mam ot co.
Chodzi też za mną zakup jednej z dwóch rzeczy, a mianowicie Apple watch albo robot sprzątający. Z czystej wygody skłaniam się ku temu drugiemu, bardziej to praktyczne i wygodnickie. Oczywiście Apple watch również ma swoje zalety, a choćby możliwość płatności bez telefonu, ale umówmy się, że odkurzacz samojezdny będzie dobrem dla ogółu tego domu, więc nie tylko ja na tym skorzystam.
I zaczynam już myśleć o prezentach gwiazdkowych, część na pewno kupię jeszcze w tym miesiącu, co by nie obciążyć budżetu domowego.
Dziś natomiast, na spontanie totalnym, o godzinie 20:30 zachciało mi się piec ciasto, więc zagniotłam sobie kruche, otworzyłam dżem jabłkowy własnej roboty i tak powstało coś na kształt jabłecznika. Nie wiem na ile będzie to udany wypiek, bo po niewczasie, przy nakładaniu piany z białek, uświadomiłam sobie, że zapomniałam o kruszonce.
W kolejnym punkcie tego przynudnawego wpisu, muszę Wam powiedzieć, że kota w tym domu nie będzie, moja alergia na to zdecydowanie nie pozwala, za bardzo dała mi w kość przy okazji pobytu u rodziców, oni mają kota i myślałam, że katar mnie wykończy i o ile przez kilka dni można jakoś funkcjonować i brać tabsy antyhistaminowe, to jednak na dłuższą metę podziękuję, już sam fakt, że wziewne sterydy muszę przyjmować, a to zdecydowanie mi wystarczy.
Jest jednak nadzieja, że w jakiejś tam przyszłości moja alergia się zmieni, co już miało miejsce, bo przed laty miałam uczulenie na psią sierść, choć właściwiej byłoby stwierdzić, że na substancję zawartą w podszerstku, tak samo należy dodać, że nie ma psów z włosami, są tylko psy bez tego nieszczęsnego podszerstka.
Tak czy inaczej, to może się jeszcze zmienić, choć czy i kiedy to nastąpi to trudno stwierdzić.
Cóż, czas kończyć, poględziłam sobie, pomarudziłam, a teraz grzecznie się pożegnam i wrócę do lektury, aktualnie na tapecie "Behawiorysta" Mroza, dodam jeszcze, że wciągnęłam się i to nieziemsko, bo książka jest bardzo dobra.
To tyle na dziś, dobrej nocki, drodzy.

Kategorie
Takie tam różności

Rzecz o… No właśnie, o czym?

Cześć drodzy. U was też tak piździ? W Koszalinie tak mniej więcej od 09:00 plus minus, ale teraz chyba się trochę uspokoiło.
Ja jednak nie o pogodzie, ale o czymś zgoła odmiennym. Zamysł jest taki, żeby ani razu nie użyć nazwy tej lub tych rzeczy, sama jestem ciekawa czy jest to możliwe.
Zacznijmy więc od tego, iż ich zbawienny wpływ jest znany już od wielu, wielu lat idących w tysiące i niektórym towarzyszy do dziś, gdyż wracają do łask.
Zapewne zna je spore grono ludzi i różnie je kojarzy, jedni dobrze, a drudzy, i ja do nich się zaliczam, – koszmarnie.
Obecnie na rynku są dostępne w dwóch wersjach: bezogniowe i ogniowe. Te pierwsze mogą być wykonane z gumy, silikonu lub szkła, natomiast drugie są wyłącznie szklane.
Myślę, że w tym momencie już wiecie o czym mowa, ale kontynuujmy. 🙂
Na ich temat krążą różne mity, począwszy od tego, iż można je zastosować u każdego i zawsze, co jest błędem, a skończywszy na tym, że po użyciu ich trzeba bezwzględnie leżeć w łóżku.
Jak wszystko i one mają gorących zwolenników i przeciwników, którzy twierdzą, że one nie mają prawa działać.
Właściwie korzystania z nich może nauczyć się każdy, choć w niektórych przypadkach dobrze zgłębić wiedzę o ich zastosowaniu u kogoś bardziej doświadczonego. Nie chwaląc się, umiem się z nimi obchodzić i czasem te umiejętności wykorzystuję, a choćby dziś na przykład, na moim własnym, rodzonym dziecku. Swoją drogą polecam każdemu się nauczyć, bo nie jest to jakoś trudne, co być może kiedyś gdzieś opiszę.
Oczywiście my możemy skorzystać z tylko jednego wariantu, ale gwarantuję, że i on jest skuteczny, choć są i tacy, którzy uważają, że te próżniowe nie działają, albo działają słabiej. Osobiście się z tym nie zgodzę.
Kolejny, bardzo powszechny mit to stwierdzenie, że po zastosowaniu ich trzeba pozostać w domu najmniej 3 dni i nie jest to prawda, bo jeśli mają one wspierać nasz układ immunologiczny, to nie ma powodu, żeby rezygnować z dotychczasowej aktywności, bo nie są one powodem ku temu. Inaczej sprawa wygląda, jeśli walczymy z infekcją, ale i w tym wypadku to nie one są bezpośrednim powodem pozostawania w domu, lecz rzeczona infekcja.
Przytoczyłabym źródło, z którego zaczerpnęłam tę informację, ale nie chcę wam psuć zabawy w odgadywaniu o czym mowa, choć z pewnością już to wiecie i założę się, że w komentarzach pojawią się tylko poprawne odpowiedzi.

Kategorie
Takie tam różności

Oto wyczucie sytuacji.

Cześć, witajcie. Jak Wam poniedziałek mija? Ja dziś pilnuję córki koleżanki, więc Zuzka ma towarzystwo.
Chciałam wam opisać sytuację sprzed dosłownie godziny. Żebyście jednak znali kontekst, muszę dodać, że odkąd mam w salonie nowe panele, ścigam pozostałych członków mojej rodziny, że absolutnie, pod żadnym pozorem, nie mogą chodzić w butach po mmieszkaniu i moja latorośl wzięła sobie to bardzo do serca, o czym będziecie mieli okazję przekonać się, czytając ten króciutki wpisik. Czekałam na kuriera, który miał przywieść stół i krzesła do salonu. Dziewczyny coś tam sobie rysowały, w końcu meble przyjechały i panowie wnoszą je na górę, jeden z nich wchodzi z paczką, a moje dziecko nie myśląc zbyt wiele, wypaliło: "A buty"
Te słowa, rzecz jasna, były skierowane do kuriera, a ja nie wiedziałam, czy mam wybuchnąć śmiechem, czy spalić się ze wstydu.
Oczywiście wszyscy zaczęli się śmiać, łącznie z panami noszącymi paczki. Jest to więc jedna z takich sytuacji, gdzie własne dziecko potrafi wprawić rodziców w nielada zakłopotanie, ale przynajmniej będzie co opowiadać wnukom. 🙂

Kategorie
Takie tam różności

Taka sytuacja

Hej Wam, drodzy. Co tam u was? Jak nastroje?
U mnie nie jest najgorzej, pomijając fakt, że mam katar i jakiś paskudny kaszel się przyplątał, wirus chyba jakiś, tak myślę.
Ostatnio też nie miałam czasu w nadmiarze, ale to powinno się ustabilizować na jakimś przyzwoitym poziomie.
Ja jednak nie przyszłam tu ględzić tylko napiszę wam o zuziowej rozkminie, którą kilka dni temu podjęła. Moje dziecko kilka miesięcy temu nnauczyło się hymnu, a więc śpiewa go z mniejszą lub większą częstotliwością. Parę dni temu też sobie podśpiewywała: "Jeszcze Polska nie zginęła…", nagle przerwała i spytała: "A to kiedyś zginie?"
Zapadła dość znamienna cisza i wtedy się zaczęło:
"Skoro jeszcze nie zginęła to pewnie kiedyś zginie i co wtedy z nami będzie?"
Rad nierad musiałam wytłumaczyć w jakich okolicznościach powstawał tekst hymnu i zdaje się, że zrozumiała, niemniej logika jej stwierdzenia wcale nie jest taka znowu niedorzeczna, bo skoro coś jeszcze się nie stało, nie oznacza, że w jakiejś przyszłości się to nie wydarzy, a wręcz to sugeruje, że może jednak tak się zadziać.
No dobra, nie będę tu własnych teorii wysuwać, bo nie w tym rzecz.
Poza tym Zuzanna jest już zerówkowiczką i powoli wkracza do nas przygotowanie do szkolnej rzeczywistości i w tym momencie zaznaczę, że ten etap już mnie przeraża, choć to dopiero za rok, ale ja i tak jestem przerażona tym nieuchronnym faktem.

Kategorie
Takie tam różności

Wpis o niczym szczególnym

Dobry, witajcie w ten ponury, czwartkowy wieczór. Pogoda zdrowo się u mnie pochrzaniła, zrobiło się chłodno i jakoś tak jesiennie.
Poza tym testuję przy okazji tego wpisu nową klawiaturę, którą byłam zmuszona kupić, co w sumie okazało się całkiem korzystne, bo na tej laptopowej braki niektórych klawiszy okazały się zbyt upierdliwe na dłuższą metę. Nie jest to rzecz jasna, klawiatura jakichś wysokich lotów, od, jakiś tam Logitech K120, ale dla moich potrzeb myślę, że będzie w sam raz. No ja nie mam jakichś wybitnych wymagań co do sprzętu komputerowego, jeśli o dodatkowe akcesoria chodzi, co innego sam lapek, no ale to już inna sprawa.
Nowy nabytek spisuje się całkiem dobrze, nic nie zamula, nie zwalnia itd. Nie rozumiem tylko kilku kwestii, otóż w jakim celu są na niej 2 backslashe? I 2 klawisze windowsa – prawy i lewy? Nie ukrywam, że odrobinkę nurtuje mnie to rozwiązanie, a kolejna sprawa, która również nie daje mi spokoju to czym różni się klawiatura membranowa od mechanicznej i dlaczego ta druga jest lepsza? Byłby ktoś tak dobry i wyjaśnił mi różnicę? Z góry dziękuję. 🙂
Dodam też, iż klawiatura wygląda tak, jak od kompa stacjonarnego i chwilę potrwało zanim się na niej rozpisałam. W sumie to nie pamiętam już kiedy ostatni raz korzystałam ze stacjonarnego kompa, stąd przyzwyczajanie się pewnie chwilę potrwa.
Wczoraj też miałam przyjemność spotkać się z pewnym niewidomym tatą dwójki dzieciaków, ale podejrzewam, że na Eltenie go nie ma. Spotkaliśmy się na kulkach, więc dzieciaki miały dobrą zabawę, a ja spędziłam popołudnie w miłym towarzystwie.
Codziennie też obiecuję sobie, że jutro na pewno już puszczę Zuzannę do przedszkola i na obietnicach na ogół się kończy, podejrzewam więc, że ostatecznie Zuzanna pójdzie do przedszkola od września.
W poniedziałek za to wyprawiamy pannie urodziny – imprezka dla dzieci w sali zabaw, będą 2 godziny szaleństwa i ogólnej radości i tylko nasze – moje i męża – portwele – trochę upływ gotówki odczują, ale z drugiej strony 6 lat ma się raz w życiu. 😛
No dobra, to trochę sobie pomarudziłam, napisałam co tam u mnie i na tym zakończę.
P.s ten backslash na lewo od Z jest bardzo irytujący.

No dobrze, naprawdę już kończę, trzymajcie się cieplutko i zdrowo.
P.s2. Przypomniało mi się właśnie, że w sklepach sieci Stokrotka jest jakaś akcja zbieraczkowa i można zgarnąć figurki z Harry’ego Pottera. Taka informacja, gdyby kogoś to interesowało. Ja dziś zgarnęłam pierwszą figurkę. 😛

Kategorie
Takie tam różności

Czy to przejaw głupoty totalnej

Posta tego zacznę od słów, że na końcu zdania w temacie powinien być znak zapytania. No właśnie, powinien, ale nie będzie. Powód takiego stanu rzeczy jest bardzo prosty, proszę Państwa. Otóż klawiaturę w kompie zaczyna trafiać szlag i tak oto przestały działać – z nieznanej przyczyny – klawisze:
strzałka górna,
slash,
pięć,
sześć i apostrof – no, ten na lewo od entera.
Jest to generalnie dość upierdliwa przypadłość, bo choćby chciało się np. zrobić przelew to już trzeba z bardzo słabo dostępnej appki na telefonie korzystać.
Dobrze, że dogrzebałam się do klawiatury bezprzewodowej, muszę tylko ją z kompem sparować, choć o ile pamiętam, to ona już była z nim sparowana i mam nadzieję, że się to nie rozsypało, ale w zasadzie nie zdziwię się, jeśli samoistnie się zepsuło, bo mi, drodzy moi, tak samoistnie psuć się różne rzeczy potrafią, szczególnie jeśli jest to technologia jakaś.
No dobra, ale ja nie o tym.
Kilka dni temu przeczytałam na jakimś onecie czy innym wp, że prawie 70-letnia meksykańska celebrytka, uwaga, uwaga, jest w ciąży. Ojcem jej dziecka jest 28-letni partner kobiety.
Ta informacja wstrząsnęła mną i to dość konkretnie, a ja w związku z tym zaczęłam się zastanawiać czy decydując się na dziecko w tak zaawansowanym wieku, kobieta jest bezgranicznie głupia i dochodzę do wniosku, że jest to głupota totalna.
Po pierwsze: nie jest to wiek na ciążę i na późne macierzyństwo w ogóle, toż ona mogłaby być już prababcią.
Po drugie: ciąża w tak późnym wieku to zagrożenie zarówno dla matki jak i dla dziecka. Wszak ciąża dla młodych kobiet może być trudnym doświadczeniem, a co dopiero dla takiej staruszki. Jest tyle dolegliwości wikłających ciążę np. cukrzyca, nadciśnienie, holestaza itd. Połowa z tych przypadłości dla kobiety ciężarnej w tym wieku może być po prostu zabójcza.
Po trzecie: wady u płodu – nie wiem czy szansa, że dziecko urodzi się zdrowe jest duża, wszak wystąpienie wad genetycznych czyt. trisomia 21 itd. wzrasta wraz z wiekiem matki.
Po czwarte: ile ona jeszcze pożyje – dość wątpliwe, że doczeka dorosłości swojego dziecka. Oczywiście zaraz podniosą się głosy, że przecież teraz to ludzie żyją dłużej i ona ma szansę dożyć do tego czasu, może i ma, ale jej szanse nie są jakieś wysokie.
Po piąte: poród – naturalny to jednak duży wysiłek, wątpię, żeby nie odbił się negatywnie na jej zdrowiu. Cesarka to z kolei operacja, która tym bardziej nie jest obojętna dla organizmu.
Po szóste: siły – ich akurat trzeba dużo, szczególnie w pierwszych miesiącach, ba, latach nawet, no ale ok, ograniczmy się do okresu niemowlęcego. Po nocach wstawać trzeba, nosić na rękach też, być w pełnej gotowości 24 h na dobę. Wątpię. Pamiętam, że ja sama byłam wykończona, a co dopiero osoba w tym wieku. Za siłami idzie też cierpliwość do takiego malucha, a maluszek dać w kość potrafi, szczególnie ten już trochę starszy.
Ogólnie rzecz ujmując: dla mnie kobieta wykazała się skrajną głupotą, bo tego inaczej określić nie można i tak szczerze powiem, że ja współczuję temu dziecku, że ma tak nieodpowiedzialną i głupią matkę, bo jak zwykle, to ono najbardziej na tym ucierpi.

Kategorie
Takie tam różności

Poprawność polityczna, a może już absurd?

Cześć, witajcie.
Naszła mnie wczoraj pewna refleksja, a mianowicie, gdy przeglądałam facebooka trafiłam ja na post – nie pamiętam czyj – pewna jestem, że to jakiś fanpage. W rzeczonym poście autor pytał o właściwe określenie dla kogoś, kto ma autyzm i padły takie oto propozycje:
Autystyczny, autysta, osoba z autyzmem, osoba autystyczna, autystyk, a może osoba ze spectrum.
Z czystej ciekawości postanowiłam poczytać komentarze, które nawiasem mówiąc pozostawiały sporo do życzenia, bo jedni komentujący nie pozostawili suchej nitki na innych, którzy odważyli się mieć odmienne zdanie. Jasne, hejt i jego różne formy są w Internecie na porządku dziennym, ale ja nie o tym.
Chodzi mi o tzw. Poprawność polityczną i zaczęłam się zastanawiać czy to już aby nie przekracza granicy absurdu. Mam wrażenie, że samym zainteresowanym nie robi to większej różnicy czy są nazywani osobami w spectrum czy osobami z autyzmem albo autystycznymi.
Tymczasem wielu komentujących uznało, że jeśli użyjemy przymiotnika miast rzeczownika to będzie to kategoryzowanie ludzi i wkładanie ich do szufladki z napisem autystyczny czy niepełnosprawny w ogóle. A już ponadto będzie to określało tę osobę jako jakąś, a nie osobę z czymś.
Prawda jednak jest taka, że bez względu jakiego nazewnictwa użyjemy to i tak nie unikniemy tego nieszczęsnego szufladkowania i kategoryzowania, przecież każdy z nas jest jakiś, choćby taki niebieskooki, wszak ów przymiotnik określa jego kolor oczu, więc można stwierdzić, że wkłada go do szufladki dla tych z niebieskimi oczyma.
Pewnie możemy również powiedzieć osoba z niebieskimi oczami, ale czy w rezultacie coś to zmieni? Ten delikwent nadal należy do grupy ludzi o niebieskich oczach, albo weźmy na warsztat niepełnosprawność. Przyjęło się jakiś czas temu określenie osoby z niepełnosprawnością, broń Boże osoby niepełnosprawne, bo to znów jest kategoryzowanie i szufladkowanie, ale czy to zniknie jeśli tylko zmienimy ten przymiotnik na rzeczownik? Może i brzmi, nie wiem, lepiej, może dla kogoś ładniej, poprawniej, jak zwał tak zwał, lecz to nadal pozostanie określenie stanu tej osoby, który jest jej/ jego integralną częścią. A swoją drogą, wyobrażacie sobie aby o niewidomych mówić jako o osobach z niewidomością? Bo ja chyba jednak nie, to brzmi jak taki sztuczny twór językowy.
Według mnie tę energię, którą tak skrupulatnie pakuje się w poprawność polityczną w kwestii nazewnictwa i określeń wszelakich, lepiej byłoby spożytkować na odczarowaniu stereotypów na temat niepełnosprawności, to chyba znacznie bardziej by się nam przysłużyło niż kombinowanie przy właściwej formie – osoba niepełnosprawna/ osoba z niepełnosprawnością. Pomijam rzecz jasna określenia mające znaczenie pejoratywne, bo nie o tym jest mowa, niemniej one również mają się nieźle w słowniku Polaków.
W ogóle mnie osobiście rażą niekiedy tworzone na siłę formy żeńskie, a choćby taka psycholożka, naukowczyni itd. Ja rozumiem, że feministki chcą mieć swoją formę żeńską, ale dla mnie niektóre np. psycholożka, doktorka, pedagożka i parę jeszcze innych brzmią po prostu głupio i mało poważnie.
Być może właśnie wsadzam tym wpisem kij w mrowisko, może niektórzy zechcą mnie pożreć, ale niech tam, na zdrowie życzę, niemniej zapraszam do dyskusji, bo może to tylko ja uważam, że poprawność polityczna przekroczyła granicę absurdu i zmierza w złym kierunku.