Kategorie
Takie tam różności

Połowa października minęła i …

Cześć Wam, witajcie.
Czas leci jak oszalały, wrzesień minął, sama nie wiem kiedy, choć pewnie ku temu przyczyniła się wyjątkowo piękna pogoda i parę jeszcze innych kwestii, o których pozwolę sobie tu wspomnieć.
I oczywiście zaczęła się szkoła, a z nią wróciły lekcje, odrabianie zadań domowych i pierwsza lektura, padło na książeczkę Waldemara Cichonia "Cukierku, ty łobuzie". W tym miejscu muszę przyznać, że jest to naprawdę sympatyczna pozycja, przedstawiająca przygody kota Cukierka. To tak pokrótce.
Trochę Zuzka czytała, trochę posłuchałyśmy, coby wyrobić się przed zapowiadanym terminem, a pani dała dzieciakom cały miesiąc, ai tak znalazły się jednostki, które z jakichś powodów tematu nie ogarnęły.
Generalnie druga klasa, to już nieco wyższy level niż pierwsza, zatem i wymagania też ciutkę poszybowały w górę. Kartkówek jest jakby więcej, a i sprawdzianiki już były, ale z tych Zuzka wyszła całkiem dobrze.
Tymczasem ja, moi drodzy, przestałam zasilać grono bezrobotnych i żyć na tym tak przez niektórych znienawidzonym socjalu. Echh, gdyby chciało mi się walczyć z wtyczką NVDA do emotikonek, poleciałoby parę ironicznych buziek, ale mi się nie chce, to po pierwsze, a po drugie, cóż, dni mojego starego lapka są policzone, bo Katarzynka złożyła wniosek o dofinansowanie z aktywnego samorządu, wniosek ów został zatwierdzony i właśnie skierowany do realizacji, w związku z czym, pewnie niedługo już będę cieszyła się nowym sprzętem.
I generalnie ten wniosek właśnie w znacznym stopniu psuł mi humor we wrześniu, bo co chwilę musiałam coś poprawiać, dosyłać i takie tam, ale koniec końców, opłaciło się. Swoją drogą, nie byłam pewna, czy ten mój wniosek będzie pozytywnie jakkolwiek rozpatrzony, wszak byłam wówczas bezrobotna, choć w uzasadnieniu pozwoliłam sobie wspomnieć, że od września zaczynam pracę i chyba jednak to przeszło.
No dobra, nie będę doszukiwać się motywów osób, które ostatecznie zdecydowały o moim wniosku, najważniejsze, że odpowiedź jest z korzyścią dla mnie.
W październiku zaliczyliśmy też endokrynologa z Zuzą i wyniki się ładnie poprawiły, ale leki niestety z nią zostały.
Tak się zastanawiam, czy działo się coś jeszcze, ale chyba nie, poza tym było w miarę spokojnie, bez fajerwerków w każdym razie, choć emocje, których dostarczył mi SOW i ogólnie cały ten wniosek, wyczerpały limit na kilka najbliższych miesięcy.
Ach i jeszcze jedna rzecz notorycznie wyprowadzała mnie z równowagi, a mianowicie pióro wieczne, którym pisze moje dziecko, bo tak sobie szkoła wymyśliła. Aktualnie Zuzia ma już trzecie i naprawdę liczę , że to już ostatnie w tym roku. Poprzednie egzemplarze niestety wylewały atrament, co uniemożliwiało korzystanie z nich. Inna sprawa, że wkłady, czyli naboje albo jak kto woli – konwertery, które z uporem maniaka wciskali mi wszyscy sprzedawcy, są krótkie, zatem do pióra trzeba włożyć 2, żeby wszystko do siebie pasowało. Teraz jednak będę już mądrzejsza, bo w ostatnim egzemplarzu wykorzystano długi nabój i tego zamierzam się trzymać, nie dam sobie wcisnąć tego krótkiego gówna, które próbowali mi wciskać.
I tym oto akcentem zakończę mój wpis. Trzymajcie się moi drodzy, dobranoc.

Kategorie
Takie tam różności

A, bo kiedyś to było

Dobry, moi mili.
Co tam u Was? Gotowi na powrótdo szkół? Bo my, owszem, już nawet plecak na wtorek Zuza spakowała, bo mamy plan lekcji na stronie szkoły, w związku z czym wszystko jest jasne.
Ja jednak nie o tym, dziś naszła mnie pewna refleksja. Słuchałam piosenki "Mamo, córko" na blogu użytkowniczki Kasi. Nie będę interpretować tekstu i wyłuszczać co autor miał na myśli, ale tak pokrótce: tekst przedstawia dialog córki z matką, gdzie to córka opowiada mamie o swoim chłopaku, a mama próbuje wyperswadować go swojej latorośli z głowy, podając argument, że teraz są inne czasy, niż wtedy, gdy ona sama była młodą dziewczyną.
Otóż słuchając po raz wtóry tej piosenki, postanowiłam podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami odnośnie czasów minionych, czy słusznie, czy nie, wszak podkreślać nie trzeba, choć pewnie znaleźliby się entuzjaści minionego ustroju, czego zaraz dowiodę.
Ile razy bym nie słuchała tej piosenki, a przyznam, że w tym konkretnym wykonaniu słucham jej dość często, uświadamiam sobie, jak to ludzie mają w zwyczaju upiększać minione czasy.
Jest to zresztą udowodnione, że własne dzieciństwo, lata młodości i ogólnie okres, który minął, wspominamy z sentymentem i rozrzewnieniem, jednocześnie twierdząc, że teraz to dopiero jest źle, beznadziejnie i jak tak dalej pójdzie, to panie, ten świat upadnie, bo na psy to cały czas schodzi, ale to, co teraz się dzieje to woła o pomstę do nieba. Dzieci nauczycieli nie szanują, uczyć się nie chcą, tylko te telefony i tablety i internet, ach i gry jeszcze, no tylko grają i te, bajki oglądają, no co to z tego panie wyrośnie, no co?
Takie mniej więcej słyszę biadolenie monitoringu osiedlowego, który przesiaduje na placu zabaw. Od razu jest, rzecz jasna, odniesienie, jak to dobrze było za komuny, praca była, mieszkanie było, dzieci nauczycieli słuchały i rodziców też, bo jakby nie słuchały, to raz i drugi dostałyby po pysku i sprawa byłaby zakończona, jeden z drugim już nie będzie pyskował. A nauczyciele? Jak trzeba było to linijką po łbie albo po łapach trzasnęli i żadnemu tam nie przyszłoby do głowy, żeby się w domu matce czy ojcu poskarżyć, bo jeszcze drugie tyle by oberwał.
Oj tak, słyszy się to i owo, jak to cudownie kiedyś było. Nagle jakoś tak się zapomina, że stało się w kolejce po artykuły pierwszej potrzeby, ale przecież było tak cudownie. Nieważne, że na kupno mebli czy innych dóbr można było czekać miesiącami, a nawet latami, nie, to gdzieś tam kryje się w mrokach niepamięci.
No dobrze, ja też wspominam swoje dzieciństwo i lata nastoletnie z sentymentem, ale nie porównuję za każdym razem czasów przebrzmiałych do teraźniejszości, bo to niczego nie zmieni, a życie przeszłością to nie jest dobry sposób na egzystowanie w tym świecie i czerpania z tej egzystencji garściami, pełnymi, czy też nie.
Ja rozumiem, że ludzie starsi generalnie nie nadążają za tym, co dookoła się dzieje, stąd pewnie chętniej zanurzają się we wspomnienia, być może dzięki takim retrospekcjom jest im łatwiej osadzić się w tu i teraz, zresztą nie wiem, jeszcze mnie to nie dotyczy, najlepiej spytajcie mnie o to za 30-40 lat, wtedy być może wam odpowiem, o ile dożyję, of course. 🙂
I tu przechodzę do kolejnej rzeczy, a mianowicie: mentalność ludzka, która nijak nie nadąża za biegiem wydarzeń i czasu w ogóle. Technologia pędzi do przodu, ścigając się z postępem, zmienia się narracja, a nasza mentalność zatrzymała się i zwyczajnie nie nadąża, bidulka zmęczyła się i musi odpocząć.
A gdyby tak ktoś chciał mi zarzucić, że mylę się z tą mentalnością, otóż nie, nawet mam przykład – my, niewidomi, postrzegani jesteśmy nadal jak kosmici, a przecież komuna dawno upadła, czasy się zmieniły, ale mentalność, proszę państwa, została jeszcze w tyle.
No dobra, chyba się wywnętrzyłam, więc mogę się pożegnać z Wami, mili moi.
Dobranoc zatem.

Kategorie
Takie tam różności

Żyję.

Cześć Wam, drodzy.
Co tam u Was słychać? W zasadzie to z grzeczności jeno pytam. 🙂
Jak napisałam w tytule: żyję. Ostatnio rzadko tu zaglądam, a wszystkiemu winien jest mój złom, do którego coraz mniej mam cierpliwości i jeszcze trochę, a wyrzucę go przez balkon. Lot będzie miał dość długi, bo z czwartego piętra, więc potłucze się nieszczęśnik, ale jakoś żal mi go nie jest. Było działać jak trzeba, to nie rozważałabym zderzenia z ziemią.
W sumie, gdyby nie fakt, że musiałam złożyć wniosek o 300+ to pewnie dalej zbierałby kurz, ale wiadomo, ktoś ten wniosek musiał ogarnąć.
Nieskromnie przyznam, że całkiem sprawnie poradziłam sobie z PUE ZUS i choć nadal nie lubię tej platwormy, to powoli się z nią, dogaduję, bo zaprzyjaźniam to zdecydowanie za duże słowo.
A co do złomu… Marzy mi się, żeby go wymienić, ale na dofinansowanie z Aktywnego Samorządu zapewne nie mam co liczyć, bo w 2016 dostałam, a poza tym chyba przeraża mnie zbieranie tych papierków, mam na myśli okulistę itd.
Poza tym moje dziecko zakończyło przedszkole, 23 czerwca byłam na uroczystości z tej okazji i muszę powiedzieć, że bardzo się wzruszyłam. Dzieciaki zatańczyły poloneza, belgijkę i jeszcze coś, czego nazwy nie pamiętam, pośpiewały trochę piosenek, powiedziały wierszyki, a ja popełniłam nagranie tego przedstawienia i niewykluczone, że je tu wstawię.
Do wybranej szkołyZuzka się dostała, wszak poszłam na łatwiznę i zapisałam ją do szkoły rejonowej, więc tak czy siak, przyjąć ją musieli. Spytacie dlaczego poszłam na łatwiznę? Bo szkołę mamy dwie przecznice dalej, dosłownie 5 minut drogi od domu, więc młoda będzie mogła sama bezproblemowo wracać, myślę, że to nastąpi koło drugiej klasy, bo w pierwszej jeszcze tego nie przewiduję.
Ach, pobrałam też ze szkolnej strony wyprawkę do pierwszej klasy i zaraz się przekonacie co musimy kupić.
A oto i rzeczona wyprawka:

WYPOSAŻENIE UCZNIA KLASY I

Przybory:

 2 zeszyty 16 – kartkowe w kratkę,
 zeszyt 32 – kartkowy w kratkę (do religii),
 zeszyt 16 – kartkowy w kolorową linię,
 teczka tekturowa z gumką,
 piórnik: pióro, linijka, gumka, temperówka, klej w sztyfcie, nożyczki, 3 ołówki (jeden trójkątny),
 kredki świecowe,
 kredki ołówkowe,
 farby plakatowe oraz 2 pędzle (mały i duży),
 plastelina,
 wycinanki,
 blok rysunkowy z białymi i kolorowymi kartkami (format A4),
 blok techniczny z białymi i kolorowymi kartkami (format A4),
 patyczki do liczenia,
 2 gumki recepturki.

Ponadto:
• strój gimnastyczny – ciemne spodenki (granatowe lub czarne), biała koszulka, białe skarpetki, obuwie sportowe na zmianę (halówki),
• strój galowy – biała bluzka i granatowa lub czarna spódnica, biała koszula i granatowe lub czarne spodnie.

I generalnie wszystko elegancko, tylko ja się pytam: dlaczego akurat białe skarpetki?
No tylko to jedno mnie zastanawia, bo reszta, wiadomo.
Pewnie jeszcze w lipcu zaczniemy kompletować zestaw pierwszoklasisty, bo później to się finansowo na dwa razy nie pozbieram, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że porządny plecak/ tornister kosztuje koło 200 zł. Jedyny w tym plus, że książek nie musimy kupować.
To ogólnie tyle, oczywiście mogłabym napisać więcej, ale chyba mi się nie chce, to raz, a dwa, złom jeszcze działa, żadnego numeru tym razem nie odwalił, więc muszę kończyć, bo a nuż mu coś do łba, procesora znaczy się, strzeli i znów gotów się zawiesić w najmniej odpowiednim momencie.
A zatem dobranoc, Wam życzę.

Kategorie
Takie tam różności

Czas się wygrzebać

Cześć Wam, drodzy.
Ja wiem, strasznie dawno mnie tu nie było, bo prawie 2 miesiące, dlaczego spytacie? W marcu nie miałam zanadto czasu na poboczne pisanie, a momentami to na kompa nie mogłam patrzeć i najszczęśliwsza byłam z dala od niego.
Zdaje się, że jegomość dosłownie zrozumiał moją niechęć do siebie, bo postanowił się zepsuć i aktualnie działa na słowo honoru, bo w każdej chwili może przestać, a szczerze wolałabym, żeby tego nie zrobił, więc zanoszę modły do wszystkich Bogów, aby gadzina jednak postanowiła nie umrzeć na dobre.
I teraz przyznam się do czegoś, a mianowicie, ostatnio chodził mi po głowie pomysł, żeby bloga porzucić, ale na pomyśle się skończyło, ostatecznie postanowiłam tego nie robić.
Najbardziej jednak bolał mnie fakt, że nie mogę pisać tyle ile bym chciała, niemniej teraz to powinno się zmienić, chyba, że złom całkowicie odmówi posłuszeństwa i postanowi umrzeć już na dobre, a reanimacja nie będzie możliwa.
Wiem na pewno, że nie będę już pisać recenzji książek, bo za bardzo do tyłu jestem, jeśli o recenzowanie czegokolwiek chodzi, więc ta kategoria zniknie z czeluści bloga. Jedyne, co mogę w temacie książek powiedzieć, to ostatnio czytałam dużo Mroza, ogarnęłam całego Forsta i do końca Chyłkę. Nie jest to oczywiście pełen repertuar, bo jest tego więcej, np. "Nigdy" Kenna Foletta i tę pozycję gorąco polecam każdemu, jak i "Świat bez końca" tegoż autora.

A co poza tym? Ponownie się przejechałam na przyszłym pracodawcy, ale cóż, przełknęłam kolejną porażkę i tyle, głową muru nie przebiję, więc nie zamierzam popadać z tego powodu w czarną rozpacz, choć w pierwszej kolejności miałam na to ochotę, z drugiej jednak strony nie poprzestanę poszukiwań jakiegoś sensownego zajęcia. Dobrze, że rata kredytu poszła mi w górę tylko o 100 zł, co w porównaniu do znajomych, jest naprawdę niewielką kwotą.
Ach, posłuszeństwa odmówiły mi też słuchawki, które w grudniu kupiłam, Sancheisser za ponad 300 zł. No tu to już się wkurwiłam totalnie, bo takie rzekomo wytrzymałe miały być, a tu dupa zimna, się zjebały i co zrobisz, jak nic nie zrobisz? Mogę niby na gwarancję chyba oddać, ale pewnie i tak mi jej nie uznają, więc nie wiem czy jest o co kopię kruszyć.
Zapisałam też moją jedyną do szkoły. Teraz tylko pozostaje mi zanieść te wszystkie formularze w formie papierowej i czekać do jakiej klasy ta moja gwiazda się dostanie, bo dostać się musi do szkoły z rejonu.
A wczoraj miałam zebranie w przedszkolu, na którym dostałam ogólną ocenę, jeśli chodzi o gotowość szkolną Zuzanny. Młoda wypadła naprawdę świetnie i kurczę, jestem z niej dumna, ale wcale niespokojniejsza, bo dalej się zastanawiam jak ona sobie w tej szkole poradzi.
Odkryłam też parę fajnych rzeczy, np. naturalną serię z Ziai, z którą bardzo się polubiłam, a dziś kupiłam sobie wymarzoną skórzaną spódniczkę, a ponieważ zawsze chciałam taką mieć, to radość jest podwójna.
Na tym zakończę ten wpis o niczym, pożegnam się z Wami tymi oto słowy:
dobranoc,
pchły na noc,
karaluchy
pod poduchy,
a szczypawki
pod ławki.

Kategorie
Takie tam różności

Koronkowo

Cześć Wam, ludzie.
Nie nie, koronek robić się nie nauczyłam, to tak, gdyby ktoś chciał sugerować, że temat taki, a nie inny. 😂
Dziś odebrałam wynik mojego testu i nie będzie zdziwieniem jak oznajmię, że wyszedł pozytywny. Przyznam, że jeszcze się łudziłam, miałam nadzieję, że antygenowy się myli, że przecież ta druga kresunia to taka mała, maluteńka taka, blada, bladziusieńka i długo musiałam na nią czekać, ba, pewna byłam, że jej nie będzie, a tu masz, wylazła, nie wiedzieć po co i dlaczego.
U Zuzanny mojej sytuacja zgoła odmienną się okazała, bo w niedzielę pojawiły się dwie rasowe krechy i to szybko, szybciutko, więc byłam pewna, że u niej wyjdzie pozytywny, a tu psikus, bo dziecko moje jedyne miało wynik negatywny. Dziwne jest to o tyle, że młoda od czwartku wieczorem, tak na dobrą sprawę, miała objawy. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, że źle została wymazana. Miły pan z sanepidu stwierdził, że trzeba powtórzyć, bo coś tu nie halo jest, tak więc małż jeździł z nią jeszcze dzisiaj na powtórkę testu, zatem jutro się okaże jak sprawy się mają.
Ogólnie to mam potrójnego pecha w tym rozdaniu, a dlaczego spytacie? Spieszę z wyjaśnieniami:
Po pierwsze: złapałam to gówno niespełna miesiąc po szczepieniu i proszę mnie tu nie sugerować, że szczepienie nie chroni przed zachorowaniem, bo rzekomo przed omicronem miało chronić, no tak MZ twierdziło, a tu klapa, dupa całkowita w moim przypadku. Pan z sanepidu też stwierdził, że to wyjątkowy pech, no ale cóż, może dzięki temu jako szczepiony ozdrowieniec będę mogła w przyszłości odpuścić sobie ente dawki. I taki mały niesmak jest, że na mnie padło.
I teraz jeszcze tym, co to tacy są za argumentem, że przed zachorowaniem nie chroni. Pogadamy jak sami złapiecie, czego nikomu nie życzę, bo to jednak upierdliwe jest.
Po drugie: od 15 lutego zmieniają się zasady kwarantanny/ izolacji, ale ja się na te zmienione zasady nie załapię. Powiecie, że to tylko 3 dni. Niby tak, ale jeśli Zuzka jest negatywna to będzie miała kwarantannę tydzień dłużej od mojej izolacji, w związku z czym będziemy uziemione w chaupie do 25 lutego, więc dla niej chyba byłoby lepiej, ze względów czysto praktycznych, gdyby jednak test był dodatni, bo izolację skończy 19, czyli dzień po mnie. Ewentualnie mogłabym ją wymazać dzień po zakończeniu mojej izolacji i wtedy kwarantanna mogłaby uledz skróceniu, ale znając ten cały bałagan w systemie to ostrożna bym była. Mój stary dziś zakończył swoją dwudniową kwarantannę, bo jest ujemny, ale appka z uporem maniaka wysyłała mu zadania do zrobienia, no to ją wziął i wywalił. 😄
Po trzecie: wygrałam podwójne zaproszenie do teatru muzycznego na koncert walentynkowy i co? No nie pójdę, bo koncert jest teraz w niedzielę, a ja jestem na tej pieprzonej izolacji.
To ostatnie jest najsmutniejsze, bo nie dość, że cokolwiek wygrać udało mi się ledwie kilka razy, 2, może 3, to jeszcze cholerny omicron położył kres wszelkim planom.
I tym oto sposobem powstał wpis z odrobiną frustracji w tle, no musiałam się wygadać, to może lżej mi się zrobi na duszy.
Dobrej nocki Wam życzę, ludkowie mili, trzynajcie się cieplutko.

Kategorie
Takie tam różności

Takie tam.

Cześć Wam, ludzie. Stęskniliście się za mną? Nie? To dobrze. 😂
Co tam u Was? Jak pogoda? Bo u mnie piździ, już nawet nie, że tylko wieje. Przed chwilą taki podmuch się podniósł, że aż mi okno zatrzeszczało. Ogólnie to mnie takie wiaterki nie ruszają, ale dzisiaj to daje i to zdrowo.
Właśnie wypiłam herbatkę miętową z imbirkiem i cytrynką i cały czas odgruzowuję kompa. Ludzie, nie macie pojęcia ile nazbierałam niepotrzebnych śmieci i jakimś cudem w pobranych miałam ponad 580 różnych plików, książek, muzyki itd. No teraz to już chyba koło 350 zostało i muszę zdecydować co wyrzucić, a co ewentualnie zostawić. Wypadałoby też jakieś większe czyszczenie zrobić, żeby pousuwać inne śmieci, ale jak to ja, nie mam pojęcia jak się do tego zabrać, więc… Spuszczę na to zasłonę milczenia, tak chyba będzie najlepiej. 🙂
Ze 2 dni temu podejrzewałam u siebie ukoronowanie, choć nie miałam jakichś szczególnych objawów, jeno w głowie mi się kręciło i to do tego stopnia, że bałam się o równowagę i ogarnęło mnie takie zmęczenie, że gdyby nie fakt, iż wymyśliłam sobie gołąbki na obiad to chyba położyłabym się i cały dzień przespała. Tego dnia szłam jeszcze z młodą do dentysty na wizytę kontrolną i zastanawiałam się czy gdzieś nie wywinę orła po drodze, na szczęście dotarłyśmy obie w stanie nienaruszonym, że się tak wyrażę. W zasadzie powiedzieć powinnam, że w prawie nie naruszonym, bo Zuzanna dorobiła się dwóch malutkich dziurek i pani od razu je zakleiła. Zuzanna popłakała troszeczkę w trakcie wiercenia, ale na płaczu się skończyło. Chyba wyciągnęła z tego wnioski, bo stwierdziła, że teraz to będzie lepiej szorować zęby i póki co trzyma się tego postanowienia. Wcześniej natomiast ciężko było ją zagonić to jedno, ale drugie, jeśli już myła to robiła to byle jak. Pod tym względem akurat nie odbiega od większości dzieci.
A propos moich podejrzeń korony, bo o tym też miałam napisać skąd mi się ono wzięło. W niedzielę moja sis dowiedziała się, że miała kontakt z osobą zakażoną, a od soboty była u mnie, do tego coś tam mówiła, że bolało ją gardło. Co jednak ciekawe, młoda nie dostała kwarantanny, bo uwaga, jest zaszczepiona trzecią dawką, więc system na kwarantannie jej nie chciał.
I teraz tak, kontakt miała, ale ponieważ jest szczepiona to może sobie radośnie roznosić wirusa po całym mieście, no bo właśnie, patrz wyżej. Moje obawy też nie były tak całkiem bezpodstawne, bo stary mój też coś złapał i wczoraj nawet lekką gorączkę miał, choć on stwierdził, że zmarzł dzień wcześniej, bo wyszedł rozgrzany na dwór w pracy. No pogratulować głupoty, naprawdę.
Zaaplikowałam mojemu umierającemu mężowi dropsy na przeziębienie i dziś jest już lepiej, będzie żył. 🙂
Ach, a ja też w zasadzie doszłam do siebie, bo dzisiaj nawet miałam już siłę, żeby posprzątać. Przyszło mi też do głowy, że to mogła być jakaś opóźniona reakcja na szczepionkę. I proszę mnie tu zaraz nie sugerować, że przecież szczepiłam się już dość dawno, bo 7 stycznia, wszak NOP może powstać do 4 tygodni po szczepieniu, więc…
No dobra, zmiana tematu. Od poniedziałku mam fazę na Godsmacka i namiętnie go słucham, a wszystko za sprawą wynalezienia coveru "Nothing Else Matters" Metallicy. Nie, żebym wcześniej Godsmacka nie słuchała, bo słuchałam, a jakże, ale to było dawno, dawno temu, no ogólnie to będzie ze 20 lat jak zaczęłam, więc taka trochę weteranka jestem.
Wrzucałam link w wątku na forum, ale ponieważ dobrem trzeba się dzielić, to tu też wrzucę lineczek, a co.
I tym oto akcentem pożegnam się z wami.
Dobranoc, trzymajcie się cieplutko.
P.s. Rzeczony lineczek leci.

Kategorie
Takie tam różności

Miało być tak pięknie, a wyszło jak zwykle.

Cześć Wam, Ludkowie.
Co tam u was? Plany weekendowe macie? No tak, co niektórym sesja się zbliża, więc w najbliższych dniach zapowiada się kujonko, co? Echhh, dobrze, że mam to już za sobą. 🙂
A teraz przechodzę do meritum. Otóż, proszę Państwa, miało być taaaaaaaaaak pięknie, zajebiście pięknie, ale nie będzie, bo z końcem stycznia kończy się mój stosunek pracy, a wszystkiemu winna dostępność, bo system nie działa z NVDA i w najbliższym czasie prawdopodobnie działał nie będzie.
Pani z kadr, która tę jakże smutną nowinę mi przekazywała, dodała również, że jeśli tylko problem zostanie rozwiązany to oni znowu mnie zatrudnią. Ale nie, ja mam swój honor, którym potrafię się unieść. Nie oznacza to, że jest mi z tym dobrze, bo wiadomo, nie jest, ale głową muru nie przebiję, a czekać aż państwo problem z dostępnością rozwiążą też nie zamierzam.
Wprawdzie nie jestem zdesperowana, ale nie ukrywam, że perspektywa posiadania większej kasy jest miła mojemu serduszku, w związku z czym trzeba drodzy moi, dalej szukać, choć żmudne bywa to szukanie, wysyłanie nie wiadomo którego już CV i wyczekiwanie: zadzwonią? Nie zadzwonią? Najczęściej jednak to drugie.
Zaczęłam już nawet szukać ofert dla masażystów, lecz w tym durnym Koszalinie najchętniej zatrudnia się fizjoterapeutów, a jedyne, co udało mi się znaleźć to praca dla nauczyciela masażu w Centrum Nauki i Biznesu Żak. Nie wymagają nawet przygotowania pedagogicznego, napisali jeno, że jest mile widziane, więc kto wie, może dla śmiechu złożę, a nóż widelec zostanę panią nauczycielką. 😂
Lepiej módlmy się wszyscy, żeby tak się nie stało, bo obawiam się, że wylezie wtedy ze mnie straszliwa suka. Nie mam cierpliwości do nauczania kogokolwiek i czegokolwiek.
Niemniej, gdy już przełknęłam tę gorzką porażkę, jak marnotrawna córka zaczynam myśleć o masażu i oczywiście ciągnie, żeby firmę odwiesić, ale na to czasy zbyt niepewne, nowy ład przedsiębiorcom da po dupie, poza tym wokół tego zbyt dużo haosu, nikt nic nie wie, więc trudno porywać się z motyką na słońce. Inna sprawa, że wynajęcie przyzwoitego lokalu, we w miarę dobrym punkcie, spełniającego wymogi sanitarno-epidemiologiczne to są dość spore koszta jak na tę chwilę. Ktoś zaraz może zasugerować, że przecież można mobilnie, dojeżdżać do klienta. No pewnie, można, ale pod warunkiem, że masz do dyspozycji kierowcę i samochód, a nie jestem takim kamikadze, który będzie MZKą jeździł ze stołem, który waży jakieś 12 kg i gabarytowo jest dość sporawy nawet po złożeniu i z białą laską. Hm, gratuluję jeśli ktoś tak potrafi, bo ja chyba jednak nie potrafię. Poza tym cenię sobie swój kręgosłup i wolałabym nie narażać go na dźwiganie nadbagażu. Ta druga opcja jest naprawdę kusząca i pod warunkiem, że ma się po temu zaplecze, możliwa do zrealizowania, choć koszty, wbrew pozorom, wcale nie będą mniejsze.
I tak na koniec jeszcze, mała rozkmina Zuzanny z dnia dzisiejszego, a mianowicie: dziecko moje spytało mnie, co stałoby się z nią, gdybym ja urodziła się chłopakiem, kto by ją wtedy urodził? W sumie nie powinno dziwić mnie takie pytanie w jej wykonaniu, skoro ostatnio pytała czy będzie miała w podstawówce fizykę kwantową. Swoją drogą, nie wiem skąd jej się ta fizyka kwantowa wzięła, ale nie można wykluczyć, że usłyszała coś jak mąż na yt oglądał jakiś film w tej tematyce.
I tym oto akcentem się pożegnam.
Dobra noc,
pchły na noc,
karaluchy pod poduchy,
a szczypawki pod ławki.

Kategorie
Takie tam różności

Początek roku 2022.

Cześć, Drodzy.
Co tam u Was? Jak spędzacie piątkowy wieczór? My z Zuzanną obejrzałyśmy "Króla lwa", młoda poszła spać, a ja zerkam sobie na "Gwiezdne wojny – przebudzenie mocy", na które nota bene małżonek mój jedyny, dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, zabrał mnie do kina. Tak na marginesie chciałam dodać.
Co przyniósł początek roku? Ano, dość intensywnie się zaczął, bo od poniedziałku zaczęłam pracę jako copy writer, a wierzcie mi lub nie, nie mam doświadczenia na tym stanowisku, ale na etapie rekrutacji poradziłam sobie z zadaniem, więc chyba się nadam, tak myślę. 🙂
No więc – wiem, że tak zdania się nie zaczyna – szkoliłam się przez 3 dni i to dość intensywnie, usiłując ogarnąć swoim nie tak znowu małym rozumkiem SEO, pozycjonowanie stron, algorytmy Google, poznać produkt, który firma oferuje, poznać jej historię, strukturę i takie tam inne szczegóły, a choćby customer experience. Ogólnie mój mózg usiłował to przemielić, ale szczerze mówiąc to nie wiem co z tego wyszło, bo gdybyście mnie spytali o cokolwiek, cóż, to chyba nie pamiętam z tego wiele. No dobra, może skrót SEO potrafię rozwinąć.
Uświadomiłam sobie również, że zostałam korpo szczurem, a tak jeszcze niedawno nabijałam się z siostry, że to ona skończy w korporacyjnym tygielku, a sama, hm, no się nie spodziewałam.
Koniec końców, po pierwszym dniu szkolenia padłam o 22:00, co nie jest do mnie podobne, bo jestem z tych, którzy lubią sobie wieczorem posiedzieć, kosztem kilku godzin snu. Rano powtarzam sobie, że tak, wieczorem na pewno szybciej pójdę spać, że tylko w weekendy będę tak długo siedzieć. I to, proszę Państwa, jest tylko pobożne życzenie, bo z wieczora dzieje się zupełnie inaczej i poranne deklaracje biorą w łeb. 🙂
A dziś byłam przyjąć boostera, ale w tym durnym mieście ostatnio jest tylko Fizer, więc co było robić? Brać to co dawali. of course. W sumie to czuję się całkiem dobrze, nawet spać mi się nie chce i ręka nie boli jakoś straszliwie, a minęło już trochę ponad 12 godzin. Nie obrażę się, jeśli tak już zostanie i żadne tam nieprzyjemności pod postacią gorączki i innych takich się do mnie nie przyplączą, bo sobie nie życzę i basta. 🙂
To ja już się pożegnam, życząc wam kochani, dobrej nocki.

Kategorie
Takie tam różności

Jakieś podsumowanie roku 2021

Dobry wieczór, witajcie, mili moi.
Na wstępie zaznaczę, że nie będzie to podsumowanie najwyższych lotów, ani szczególnie ambitne też nie będzie, ot, zwyczajne takie.
Jak większość z Was wie, ten rok upłynął pod znakiem remontu, który ciągnął się dłużej niż powinien, ale teraz za to mogę się cieszyć odświeżonym i czystym mieszkaniem, bo przy okazji pozbyłam się zbędnych gratów, pewne urządzenia wymieniłam, dorobiłam się też nowych sprzętów (suszarka bębnowa i robot samojezdny). Finansowo rok był pełen wydatków, tych mniej lub bardziej przewidzianych, koniec końców jednak to wszystko wyszło na plus i teraz długo, długo żadnego remontu nie zamierzam przeprowadzać.
Rozpatrując go pod innymi względami, cóż, nie był to rok jakoś szczególnie trudny mimo tej nieszczęsnej pandemii. Aż do tej pory nie spotkały nas większe upierdliwości z nią związane, bo na kwarantannie nikt z nas nie wylądował, covida też nie przerabialiśmy, więc tylko się cieszyć. Pomijam oczywiście niedogodności typu zamknięte przedszkola, bo to akurat nie mnie jedną dotknęło.
Ten rok obfitował też w zmiany, które dotyczyły bezpośrednio mojej osoby, a zaliczyć do nich trzeba zmianę nawyków żywieniowych – staram się, żebyśmy jedli lepiej i zdrowiej, kosmetyki drogeryjne wymieniłam na te o naturalnym składzie i udało mi się zgubić parę zbędnych kilogramów.
Przeczytałam sporo ciekawych książek i trochę mniej ciekawych, ale o ile o pierwszych warto wspomnieć, o tyle o tych drugich raczej nie. Możliwe, że jakiś krótki wpis czytelniczy podsumowujący ten rok, popełnię w ciągu najbliższych dni.
Jeśli chodzi o najlepszą inwestycję tego roku? Bezapelacyjnie jest to zakup robota sprzątającego. Ja wiem, że jest to lenistwo i wygodnictwo, a to są cechy mało szlachetne, ba, negatywne wręcz są według coniektórych, ale wiecie co? Mam to w nosie, głęboko i daleko, w końcu nic nikomu do tego jak sprzątam. Jedna z moich koleżanek stwierdziła nawet, że czuje się przy mnie jak służąca. No cóż, to, że postanowiłam ułatwić sobie życie nie oznacza, że z tego powodu jestem od kogoś lepsza, bo nie jestem, ale jeśli wiem, że mogę sobie życie ułatwić to dlaczego miałabym tego nie robić? Nie zamierzam być matką Polką męczennicą, która po łokcie się urabia, a i tak nic z tego nie ma. Nie nie, proszę Państwa, nie zamierzam nią być.
I moje totalne odkrycie tego roku? Może nie tyle odkrycie, wszak nie było to żadnym novum w moim życiu, ale zakochałam się po uszy w kawie z ekspresu, a na dobre pokochałam ją, będąc teraz u teściów i wiecie co? Kawa zalewajka tzw. już mi nie smakuje. No smak nie ten i nawet moja ukochana Tchibo granatowa i Jacobs zielony już mi nie podchodzą, więc w przyszłym roku zamierzam kupić sobie ekspres. Nie wiem jeszcze czy automat czy kolbowy – wiedzieć wam trzeba, że automat jest dla tych, co to im bawić się nie chce w sam rytuał parzenia, a ja go lubię, naprawdę, sam fakt, że mogę sobie kawkę zmielić, nasypać odpowiednią jej ilość i poeksperymentować, lubię to i już. Oczywiście to też wiąże się z inwestycją w dobry młynek żarnowy, ale myślę, że to nijako przy okazji ogarnę. Nie spieszy mi się z tym jakoś, bo mam ręczny żarnowy, lecz docelowo w planach jest elektryczny.
I tym oto sposobem kończę to krótkie podsumowanie, życząc Wam dobrej nocki i szampańskiej zabawy sylwestrowej.

Kategorie
Takie tam różności

Życzenia świąteczne

Cześć, mili moi.
Jak u was przygotowania do świąt? Choinki ubrane? Pierogów nalepione? 😉
Okna umyte? Wszak wiadomo, że bez tego ostatniego święta nie przyjdą, jak okien nie umyjecie, to kaplica, umarł w butach. Możecie pierogów nie zrobić, barszczu nie nagotować, nawet karpia nie mieć, ale okna, proszę Państwa, trza umyć i basta. 😂
Dodam jeszcze, że ja też okien nie umyłam, najpierw był mróz, później padał deszcz, a od paru dni znów mrozi, więc przepraszam, ale mycie okien to pomysł z dupy całkowicie w taką pogodę.
Ale ja tu sobie gadu gadu, a przecież w konkretnym celu przybyłam.
Jak wskazuje temat – z życzeniami.
Tak sobie myślałam czego Wam życzyć i doszłam do wniosku, że te wszystkie formułki, choćby nie wiem jak je przerabiać, parafrazować i próbować uczynić trochę bardziej oryginalnymi, to są oklepane. Może to i dobrze, że takie są, nie mnie oceniać, każdy niech sam sobie w duchu stwierdzi jak to jest.
A skoro nie zamierzam składać życzeń w formie tradycyjnej, więc napiszę Wam tylko jedno: życzę wam tego, czego sami sobie życzycie.
I z tym oto Was zostawiam, a sama pędzę prezenty pakować, bo gotowam o nich zapomnieć, a wtedy chyba nie będzie śmiesznie jak Zuzanna w piątkowy wieczór otrzyma prezent tylko od dziadków.
Pozdrawiam, trzymajcie się cieplutko i wesołych świąt.