Kategorie
Takie tam różności

Relacja na świeżo

Cześć, drodzy.
Zgodnie z obietnicą, przychodzę z relacją i z ewentualnym wyborem, co do mojej drogi sportowej.
Zacznę jednak od początku, żeby trochę was w niepewności potrzymać.
Przez ostatnie dni nie do końcabyłam przekonana, że akurat dziś uda mi się pojechać do Słupska, a wszystkiemu winne były, moi drodzy, cholerne wodomierze, które to akurat dziś były wymieniane. Próbowałam rzecz jasna jakoś tę procedurę przesunąć w czasie, ale pani ze spółdzielni stwierdziła, że to nie takie proste, bo trzeba zakręcić wodę w całym pionie i takie tam. Żadnej wody w pionie nikt nie zakręcał, tak gwoli ścisłości tylko dodam, ale wtedy o tym nie wiedziałam. Ostatecznie stwierdziłam, że jeśli panowie przyjdą mniej więcej do godziny 12:00, to mogę jechać. Cóż, przyszli rano, czym mocno poprawili mi humor, bo oto mogłam zakupić bilety na pociąg i wyruszyć w nie tak znowu dugą, drogę do Słupska. Nie pytajcie jakież było moje zdumienie, gdy się okazało, że oni też nie mają dworca i tylko jeden peron, żeby śmieszniej było. To tak, jak w Koszalinie. Oznajmiłam Zuzi, gdy maszerowałyśmy doklubu. Moje dziecko jednak stwierdziło, że dworca nie mają, ale u nich przynajmniej coś się dzieje. Jakiś remont trwa. U nas tymczasem wszystko stoi i nie dzieje się absolutnie nic. Różnica jest tylko taka, że dworzec wraz z przyległościami jest prostrzy do ogarnięcia po ślepemu, natomiast w Słupsku aż tak prosto nie jest. Pewnie można jakoś – z naciskiem na jakoś – tego się nauczyć, nie przeczę, że nie, biorąc jednak pod uwagę fakt, że jest to teren ciągłej budowy, to nie możemy mieć pewności, że to, co było wczoraj aktualne, aktualne będzie, dajmy na to, za tydzień.
Sama droga do klubu nie okazała się jakaś skomplikowana, a Słupsk to taki trochę drugi Koszalin, a przynajmniej tak stwierdziło moje dziecko, przy czym dodała szybko, że ona i tak woli mieszkać w naszym Koszalinku.
Jak już wspominałam wcześniej chyba, choć nie jestem pewna czy o tym pisałam, (swoją drogą, moje dziecko twierdzi, że jej matka ma początki demencji), to dziś był trening showdowna i miałam okazję sobie wstępnie pograć.
Nie ukrywam, miałam bardzo mieszane uczucia, byłam wręcz pewna, że za cholerę nie ogarnę tej piłeczki, że nie będę umiała serfować, a już o obronie bramki nie wspomnę. Pewna byłam, że absolutnie do tego się nie nadaję.
Cóż, byłam w błędzie, bo wbrew temu, co mi się wydawało, poszło dość dobrze i muszę przyznać, że cholera, podoba mi się showdown. Za strzelanie jeszcze się nie brałam, to dopiero w niedzielę. Ekipa klubowa wybiera się do Mielna i wtedy będę miała okazję się sprawdzić. Zostałam jednak lojalnie uprzedzona. Strzelanie, szczególnie pneumatyczne, jest ciężkie. Statyczne. Obciążające. Karabin 5 kilo, to jednak nie w kij dmuchał. Ubiór jest średnio wygodny. Do tego seria trwa godzinę i przez godzinę oddaje się strzały. To jest czyjaś opinia, może się okazać, że te wszystkie niedogodności przegrają w ostatecznym rozrachunku. Na dzień dzisiejszy ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ale gdybym miała podjąć ją teraz, to byłby to showdown. Powiem więcej: na jakieś 80 procent jestem pewna, że to będzie showdown, który okazał się świetną dyscypliną sportową, a ja w przeciwieństwie do bowlingu, czułam, że to jest to, ten wibe, którego nie da się pomylić z niczym. Czułam, że ta rakietka jest naturalnym przedłużeniem mojej ręki i choć początkowo trudno grało się używając tylko jednej swej kończyny, to ostatecznie da się do tego przyzwyczaić. Wiadomo, że mocno będę musiała pracować nad techniką, ale uważam, że jak na totalnego świeżaka, dałam radę. ROzegrałam nawet 3 mecze i wszystkie przejebałam, ale nie sprzedałam tanio skóry, do tego miałam z tego mega frajdę.
A wiecie komu najbardziej spodobał się showdown? Zuzie of course, a najfajniejsze, że mogłyśmy grać razem i obie doskonale się bawiłyśmy. Ona jako pierwsza powiedziała: „mama, musisz grać w showdowna”.
I tak już krótko podsumowując: choć ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, to na 80 procent wybiorę showdowna.
Czy ktoś z was spodziewał się tego? Bo ja raczej nie, ale cóż, już się przyzwyczaiłam, że życie lubi zaskakiwać.

14 odpowiedzi na “Relacja na świeżo”

Ja, ja, ja sięspodziewałem 😛
Strzelanie jest o tyle do dupy, że na zawody musisz brać swoją broń, co lekkie nie jest, wszystkiego wychodzi chyba kilkanaście kilo z tego co z kolegą rozmawiałem kiedyś.
Showdownowe graty to pewnie 2 kilo jak się postarasz, bo często w kilogramie się zamkniesz.

@Julitka, jedno drugiego nie wyklucza, nie zamierzam porzucać rury, absolutnie nie, ale biorącpod uwagę fakt, że tu z regularnością różnie bywa, to jednak chciałabym mieć coś jeszcze.

@Balteam, do tego o ile wiem, nawet na broń sportową trzeba mieć pozwolenie, co wiadomo, że w naszym wypadku jest niemożliwe, to jeśli o pneumatyczną chodzi, nie mam pojęcia jak jest z laserową.

To dopytaj kogoś kto strzela, bo niewidomi jeżdżą normalniena to strzelectwo pneumatyczne i biorą na pewno część swoich gratów, nie pamiętam co dokładnie, ale kilkanaście kilo, bliżej dwudziestu.

Wiatrówki do 17 dżuli nie są traktowane jako broń. Powyżej tej granicy to broń pneumatyczna, na którą nie trzeba mieć zezwolenia, ale trzeba ją zarejestrować. Urządzenia laserowe najprawdopodobniej nie są również traktowane jako broń, bo bronią nie są. To przecież w sumie symulator broni. Broń palna to insza inszość. To tak ogólnie.

A, no sporo dziwnych rzeczy ostatnio czytałam, stąd mogłam coś gdzieś pomieszać.

@Daszekmd, Koszalin jest całkiem dobrze skomunikowany, bo dojedziesz stąd w dalsze rejony Polski bez przesiadania się, przecież do Poznania, Krakowa, Wrocławia czy Wawy dojedziesz bez problemu. Inne miasta też są w zasięgu, gorzej wygląda sprawa z np. takim Tarnobrzegiem czy innym czymś jeszcze.

Nooo, dworca nie macie, ale przynajmniej macie pociągi. 😀 Przepraszam, nieustannie mnie to śmieszy, bo to co się dzieje z koszalińskim dworcem, to ludzkie pojęcie przechodzi. 😀 Pamietaj, że w Słupsku jakoś zaskakująco dużo ludzi wysiada, także na pewno ktoś Ci pomoże jakby co. Nie wiedzieć czemu, kiedyś myślałam, że to jakieś takie mało oblegane miasto, apotem zaczęłam się tam przesiadać. 🙂
Powodzenia z Showdownem. 🙂 I z rurą oczywiście też.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *