Czy Katarzyna zostaniepole dancerką? O to jest pytanie.

Hej wam. Wczoraj chyba mimo chodem wspomniałam, że dziś idę z dzieckiem na tzw. open. Open jest to godzinne wejście – koszt 50 zł – można wtedy poćwiczyć sobie to, czego już się nauczyło, albo popracować nad tym, co sprawia kłopot. W zależności od posiadanego pakietu można mieć w miesiącu 1 lub kilka darmowych. My akurat wykorzystałyśmy przysługujące nam wejście za free, ale to nie jest problem, żeby zapłacić. Dodam jeszcze, że taki open odbywa się bez trenera, choć dzieci muszą pozostawać pod opieką osoby dorosłej, najczęściej rodziców.
Postanowiłam też skorzystać z okazji i sprawdzić, czy ja w ogóle będę czuła vibe z tą rurką. Zuzia pokazała mi wejście i 3 naprawdę proste figurki, z czego na dzień dzisiejszy zrobiłam dwie, na tę trzecią nie mam jeszcze gotowości psychicznej, ni cholery nie potrafię oderwać nogi od ziemi i utrzymać się tylko na ręce i drugiej nodze znajdującej się już na rurze. Myślę, że to jest kwestia czasu i prędzej, czy później się odważę, a moja głowa się odblokuje. Poćwiczyłam sobie koło pół godziny i stwierdziłam, że mam dość. Co mogę wam powiedzieć na chwilę obecną?
Taka rura, to nie w kij dmuchał, można poczuć wszystkie mięśnie, nawet te, o obecności, których się nie wiedziało, albo zapomniało. Do tej pory jestem trochę jakby z waty i czuję, że lekkie zakwasy mnie nie miną. Druga kwestia, to skóra, otarcia są wpisane w ten sport i nie ma bata, żeby ich uniknąć, choć moje dziecko mówi, że do tego można się przyzwyczaić i po iluś tam treningach te otarcia nie są aż tak zauważalne. U mnie najbardziej ucierpiała wewnętrzna strona ud, ale też nie jakoś tragicznie. Dłonie trochę odczuły uchwyt, bo jednak trzeba mocno zaciskać palce, żeby się utrzymać i nie zjeżdżać w dół. Inna sprawa, że np. żeby wejść do ołówka, co dziś mi się udało, najlepiej mieć top odsłaniający brzuch, bo im więcej skóry styka się z rurą, tym jest łatwiej się utrzymać. Ja póki co, jeszcze takiego nie nabyłam, ale pewnie w jakiejś tam przyszłości go kupię.
Czy rurka mi się podobała? Zdecydowanie tak, myślę, że to może być to, czego szukałam.
Czy Katarzyna zostanie pole dancerką? Możliwe, pewnie nie będę nigdy tak dobra, jak moje dziecko chociażby, jednak bardziej mi zależy, żeby mieć coś dla siebie, co będzie sprawiało mi przyjemność, niemniej nie ukrywam, chciałabym nie tyle jej dorównać, bo na to nie ma szans, ale robić to dobrze. Nie chodzi ożadną tam finezję, ani nic w tym stylu, fajnie byłoby umieć te figury wykonać technicznie poprawnie. Tu znowu wychodzi mój perfekcjonizm, bo często jestem zdania, że skoro robię coś źle, to najlepiej nie robić tego wcale i widzę, że to się przekłada na wiele dziedzin w moim życiu, więc jeśli uznam, że wyglądam na tej rurze jak pokraka, albo, że w moim wykonaniu spiny są cokolwiek nieładne, to pewnie odpuszczę, no bo właśnie – perfekcjonizm, z którym ciężko się walczy.
I tym oto średnio optymistycznym akcentem zakończę.
Trzymajcie się ciepło i miłej niedzieli.

Kategorie
Takie tam różności

Powinnam pracować, ale…

Hej Wam ludziska.
Gorącosię zrobiło, ale narzekać nie będę, bo ten stan rzeczy zdaje się, długo nie potrwa chyba.
Jakieś 2 godziny temu wróciłam z Mielna, do którego to przybytku wyciągnęło mnie dziecko me jedyne. Miałam się zabrać do pracy, bo trochę w czarnej dupie jestem, a zadanie samo zrobić się nie chce, a szkoda, bo mogłoby chcieć. 😊
Zamiast zatem pracować w pocie czoła, co robi Katarzyna? Ano, pisze, bo praca nie zając, nie ucieknie.
Jak już wspomniałam, dziś byłam w Mielnie. Moje dziecko wymyśliło wczoraj, że skoro jest ciepło, to mogłybyśmy jechać nad morze, a ja nie miałam nic przeciwko. Żeby jednak było zabawniej, to plażę omijałyśmy szerokim łukiem, bo ludzi było zdecydowanie za dużo, a przecież oficjalnie sezon jeszcze się nie zaczął, bo teraz mamy tzw. sezon niski, a ten wysoki zacznie się w piątek. Fakt jednak pozostaje faktem, że ludzi kupa dziś na plażę się zeszła i ciężko było się wcisnąć, a ponieważ my tłoku nie lubimy, to spacerowałyśmy tu i tam, zaliczając naszą ulubioną trasę wzdłuż jeziora Jamno, z MIelna do Unieścia. Natomiast zakończenie długiego weekendu czerwcowego zaliczyłyśmy koszalińską wąskotorówkę, którą moje dziecko uwielbia, w tym miejscu przyznam, że ja w sumie też ją lubię, więc chociaż raz w sezonie robimy sobie małą wycieczkę.
10 czerwca minęły 2 miesiące bez zastrzyków i muszę przyznać, że jest zaskakująco dobrze, nie czuję większej różnicy, zwiększony apetyt nie wrócił, kilogramy dalej spadają, bo jeszcze jakieś 7-8 brakuje do optymalnego celu. I tu przyznam się, że trochę mnie martwi, co dalej będzie, gdy już ten cel osiągnę, na pewno będzie trzeba przejść proces stabilizacji wagi, ale co dalej? Staram się jednak, póki co o tym nie myśleć, bo też te kilogramy nie lecą tak szybko jak kiedyś – aktualnie jakieś 2-3 kg miesięcznie. Tak, tak, wiem, zdrowiej w ten sposób, ja to wszystko wiem i jestem z tym faktem pogodzona, powiem więcej, nawet mi to pasuje, że lecą wolniej. Nadal ćwiczę, te 3 razy w tygodniu i nie ma, że boli, albo, że się nie chce, niemniej muszę coś zmienić na okres wakacji. Mieszkam na 4 piętrze i jest tu cholernie gorąco, a to nie sprzyja aktywności fizycznej, bo ja tam nie lubię się pocić. To nie tak, że nie zamierzam nic robić, zamierzam, ale chyba mniej intensywnie. Zmianapory dnia ćwiczeń w grę raczej nie wchodzi, bo i tak robię je wieczorem. No nic, coś wymyślę na ten okres.
Z drugiej strony wakacje też będę miała dośćintensywne, bo młoda będzie się przygotowywać do wrześniowych zawodów, do tego jeszcze od lipca dołącza do grupy reprezentacyjnej pole dance i będzie miała dodatkowy trening w soboty. Tak, sama chciała, a ponieważ jest z ogromnym potencjałem, to mimo, iż trenerka miała zamykać grupę, to ją przyjęła.
Jutro natomiast ja będępróbowała swoich sił na rurce i zobaczymy co z tego wyjdzie, będę mogła stwierdzić, czy jest to dla mnie, czy jednak niekoniecznie. Dam znać jak mi poszło. Tymczasem w przyszły piątek moją gwiazdę czekają 3 pokazy – grupowy na kole, grupowy na rurce i solo na kole. Młoda jest mega zestresowana, więc będzie miło, jeśli potrzymacie za nią kciuki w piątek, po godzinie 18.00. Nie ukrywam, ja sama się stresuję, bo to jej pierwszy występ solo, ale jestem pewna, że pójdzie jej dobrze, tym bardziej, że technicznie jest świetnie przygotowana, teraz jeszcze trenerka musi wydobyć z niej ogień, jak to określiła.
O, dodam też, że moja waga kuchenna mnie wkurwia, ale tak mnie wkurwia, że nie pytajcie, ale jeszcze nie osiągnęłam etapu, w którym wydam ponad 700 zł na Heidi, czy jak jej tam. Do tego etapu nie dotarłam, ale on się zbliża wielkimi krokami, jeszcze trochę, a go osiągnę.
Czy mam coś więcej do powiedzenia, a nie wiem, może jednak się zmobilizuję i do tej roboty siądę, bo jak już napisałam – sama się nie zrobi.
No nic, trzymajcie się ciepło, niech wam upał za mocno nie dokuczy.
P.s. jakaś burza nadciąga i mruczy w oddali.