Kategorie
Takie tam różności

Trochę intensywnie, ale na spontanie.

Hej, Mili moi.
Powoli robi się już jesiennie, a przynajmniej dzisiejszy dzień wygląda jak zapowiedź tejże. Czy Jest mi źle z tego powodu? A bo ja wiem? Niekoniecznie, ale szkoła się zaczyna, wakacje się kończą i z tego powodu, to już jest mi bardzo źle. Ostatnio śmiałam się, że jedne wakacje dobrze się nie skończyły, a ja już chcę następne. A tu niestety, nie da się. Trza cały ten rok szkolny przetrwać i tyle. Wiem, marudzę, jakbym to ja sama do tej piątej klasy szła, a nie moja córka, ale cóż ja poradzę, że jest zgoła odwrotnie?
No nic, pomarudziłam, ponarzekałam, to teraz mogę przejść do meritum.
Ostatni tydzień to był totalny spontan. Zaplanowałam i wraz z moją jedyną zrealizowałam wyjazd na Podkarpacie, gdzie to cudownie spędziłyśmy kilka dni. Wyjazd był krótki, ale bardzo przyjemny i na tym miał być koniec, ale okazało się, że moi teściowie wykupili pobyt nad morzem, lecz sami z powodów rodzinnych pojechać nie mogli, w związku z czym, żeby kasa nie przepadła, bo okres bezpłatnego odwołania minął tydzień wcześniej, podjęli decyzję, że to my skorzystamy. Właściwie to w środę wróciłam, zrobiłam szybkie pranie, przepakowałam plecaki i w czwartek znów wyjeżdżałam, dziś już natomiast jestem w domu, ale jakoś szczególnie nie odpocznę, bo kolejne dni też będą dość intensywne, młoda ma urodziny w czwartek, ale wyprawiamy je dzień wcześniej, w międzyczasie trzeba uzupełnić wyprawkę szkolną, ogarnąćtort urodzinowy na środę, iść do lekarza po skierowanie na wyniki dla panny, fryzjer, przed rozpoczęciem roku zrobić gwieździe wyniki, i coś jeszcze? A możliwe, że coś wyskoczy, a w tym są też treningi i przygotowania do wrześniowych zawodów. Nie powiem, żeby to było jakieś szczególnie męczące, ale to przez chwilę, na dłuższą metę życie na ciągłych obrotach może być odrobinę wyczerpujące, ale to też przedsmak nadciągającego roku szkolnego, bo z pewnością będzie on należał do dość intensywnych, może nie jakoś znacząco, ale z pewnością będą takie dni, że nie będzie czasu na nic, albo prawie na nic.
Kilka dni temu ktoś, zupełnie bezwiednie, uświadomił mi, że tak po prawdzie, to nie robię nic dla siebie. Chodzi o coś, co byłoby tylko moje, może mnie nawet kosztować sporo wysiłku, ale jednocześnie dawać poczucie satysfakcji i zadowolenia. Bo prawda, niby mam tę moją rurkę, ale treningi odbywają się dość nieregularnie, o co nawet nie mam pretensji, w końcu wiem, na co się decydowałam. Ostatecznie jednak postanowiłam coś ze sobą zrobić, ale póki nie znam szczegółów, to więcej nie powiem, zdradzę jedynie, że jakby rok temu ktoś mi zasugerował, że zachce mi się zrobić coś ze sobą, to bym go wyśmiała. Inna sprawa, że wtedy jeszcze brakowało mi tego rodzaju pewności siebie, której nabywa się po, powiedzmy, metamorfozie, mimo, że moja nadal trwa, to jednak przeszłam już znaczącą zmianę. Tak czy inaczej, chcę coś ze sobą zrobić, a poświęcanie się dla dziecka, życie jej treningami i zawodami, to dla mnie za mało, nie chcę żyć jej życiem, bo to nie jest moje życie, każda z nas ma swoje własne i możemy wzajemnie w nich uczestniczyć, być ich częścią, to jednak jesteśmy odrębnymi bytami. Z własnymi marzeniami. Pragnieniami. Rozterkami. W końcu przyjdzie też ten czas, że młoda wyfrunie z gniazdai zostanie pustka, ból, mnóstwo bólu, że się wyprowadziła. Że wyjechała na studia, czy cokolwiek. Wtedy włączy się syndrom opuszczonego gniazda, a ja tego nie chcę. Nie zamierzam być tylko matką i do tego ograniczać swojej egzystencji. Chcę mieć coś swojego, robić coś dla siebie, co da mi satysfakcję, a jednocześnie pomoże uporać się z nieuchronnym.
Inna sprawa, że takie całkowite podporządkowanie się tylko dziecku jest niekoniecznie dobre dla nas rodziców, ale nie będę tu poruszać tematu, dlaczego tak jest, zresztą łatwo można się domyśleć, nie trzeba mieć dzieci, żeby to zrozumieć.
Być może właśnie rozbudziłam waszą ciekawość, co zamierzam robić, ale póki co, nie napiszę nic więcej, na pewno się podzielę, gdy przyjdzie co do czego, nadmienię jedynie, że ambitnie podchodzę do tematu i kto wie, może jeszcze namieszam, w sensie pozytywnym, a przynajmniej nie biorę pod uwagę spektakularnej porażki, bo i tak nic nie tracę, jedynie mogę zyskać, a nawet jeśli nie namieszam, to zawsze zostanie mi coś, co będzie moje, a przy okazji sama odniosę korzyści, takie czy inne.
A teraz zmiana tematu.
Tym razem formularz do zgłaszania zapotrzebowania na asystę okazał się nie tak straszny, choć jak dla mnie, brakuje tam kilku opcji, szczególnie, gdy mowa jest o podróżowaniu, bo do wyboru mamy przewodnika/ opiekuna albo psa przewodnika, a ja np. nie jechałam z przewodnikiem w sensie formalnym i nieformalnym też nie, bo trudno wymagać od niespełna jedenastoletniego dziecka, żeby za takowego robiło, nawet formalnie przewodnikiem może być osoba mająca 13 lat, więc tak, czy inaczej, Zuzia przewodnikiem nie jest i jeszcze nie będzie, dlatego brakuje możliwości zaznaczenia innej opcji, niż powyższe. Ostatecznie przecież sama nie jechałam, prawda? Wzięłam się jednak na sposób i w uwagach wyjaśniałam, że podróżuję z dzieckiem, które z uwagi na wiek, nie może pełnić roli przewodnika i to na chwilę obecną jest jedyny sposób, żeby uściślić kwestie natury formalnej. Póki co, na asystę narzekać nie mogę, bo zarówno w Gdańsku, jak i teraz – w drodze do Tarnobrzega, czy tam Tarnobrzegu – nie potrafię dojść jak jest z odmianą nazwy tej miejscowości – spisała się bardzo dobrze, no może z wyjątkiem pana, który nie był zadowolony, że najpierw zawraca mu się głowę jakąś tam asystą, a później osoba, która o tę że asystę prosiła, ostatecznie poradziła sobie bez niej, albo prawie bez niej, później jednak pan się zreflektował i stwierdził, że faktycznie, w Dębicy peron jest dość wygodny, jeśli o wsiadanie i wysiadanie chodzi. Reasumując: moje dotychczasowe doświadczenie z asystą jest jak najbardziej pozytywne, ale umówmy się, korzystałam zaledwie 2 razy, więc nie jestem wybitnie doświadczona w tej materii, ale nie wykluczam, że w najbliższym czasie będę korzystać i to raz w tygodniu, częściej raczej nie przewiduję chyba. I kolejna kwestia, ciekawe, czy taką asystę można zgłosić na np. cały miesiąc, wiedząc, że raz w tygodniu będzie się jechać pociągiem ICC z miejsca A do miejsca B, bo to pewnie mogłoby sporo ułatwić, ale ok, nie wybiegajmy do przodu, to tylko takie tam moje luźne dywagacje i rozważania.
Czy jeszcze coś ciekawego ostatnio miało miejsce? Raczej nie, no może jeszcze przyznam, że gdybym chciała grać w kręgle, to byłabym najgorszym kręglarzem w historii. Tak śmiem przypuszczać.
Na tym zakończę i się pożegnam, życząc wszystkim miłego wieczoru.

7 odpowiedzi na “Trochę intensywnie, ale na spontanie.”

cokolwiek to nie jest, bardzo fajnie czytać, że ktoś chce iść naprzód. Nieważne kto to jest, na ile go znam, zawsze lubię posłuchać. W sumie to chyba każdy woli dowiadywać się rzeczy pozytywnych i obcować z pozytywnie nastawionymi ludźmi. No, to już taka filozofia własna. Podsumowując, życzę, żeby Ci wyszło, cokolwiek to nie jest.
A o zamawianiu asysty na miesiąc naprzód, obawiam się, możesz sobie co najwyżej pomarzyć. Nie myślałaś, żeby się po prostu nauczyć dworca/stacji, z którego/ej będziesz korzystać? Na pewno ewentualne wtopy z asystą miałabyś jak ominąć w takim układzie.

@Zuzler, pewnie tak będzie wygodniej, żeby ten dworzec po prostuogarnąć, bo o ile swój koszaliński znam, lepiej, czy gorzej, ale jednak, to docelowego, póki co, jeszcze nie. Inna sprawa, że tego koszalińskiego po prostu nie ma, więc i znać czego też nie ma. 😊 A docelowy tak czy inaczej pewnie sobie ogarnę. Gorzej, że prawdopodobnie będę musiała jeździć pociągami Inter City i trochę przeraża mnie szukanie wagonui miejsca, choć to też dasię ominąć, bo nie będzie to jakoś wybitnie długa podróż – zaledwie godzina w porywach – więc można kupićbilet bez miejsca. Fajniej byłoby jeździć Pol Regio, ale cholera, prawdopodobnie nie będą pasować godzinowo.

@Kat, właśnie chciałam zapytać, co Ty za dworzec znasz w Koszalinie. 😀 A tak serio to miej się na baczności, bo tam co jakiś czas lubi się pozmieniać. A to zamkną przejjście podziemne, a to je znowu otworzą… No różnie bywa.
Co do asysty, to nawet gdybyś mogła tak zrobić, że zamawiasz ją na cały miesiąc, moim zdaniem lepiej tego nie robić. Kiedyś jakiś konduktor czy ktoś sam mnie pytał, czy może ta asysta nie była zgłaszana dużo wcześniej, bo jeśli tak, to dla bezpieczeństwa warto się przypomnieć dzień przed podróżą.
Ale trzymam kciuki, cokolwiek byś nie robiła. 🙂

@Monia01, akurat z przejścia podziemnego korzystać nie muszę, za co chwała mojemu miejscu zamieszkania. 🙂 Niemniej, gdybym nie ogarnęła, że na skrzyżowaniu przy Kosmosie mogę przejść na tę stronę ulicy, gdzie dojście do dworca jest dużo przyjemniejsze, to z pewnością musiałabym z niego korzystać.

Trzymam kciuki, daj znać co tam przedsięwzięłaś. Ja też rozpaczam z powodu rozpoczęcia roku szkolnego, bo już 26 sierpnia idę do pracy. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *