Kategorie
Jak Katarzyna sobie w kuchni poczynała - czyli moje pierwsze kroki w gotowaniu.

Kilka słów na początek.

Dawno, dawno temu nie śniło mi się nawet, że kiedykolwiek ugotuję coś bardziej skomplikowanego niż ziemniaki. Spytacie skąd to przeświadczenie? Ano, moja rodzicielka nie bardzo chciała wpuścić mnie do kuchni, żebym podjęła próby zgłębiania tajników sztuki kulinarnej. Owszem, kilka razy coś tam przebąkiwałam, że w zasadzie mogłabym, że jak coś to ja chętnie obiad ugotuję, ale odpowiedź zazwyczaj była jedna: "Jeszcze się w życiu nagotujesz".
Na tak postawioną sprawę, wzruszałam jedynie ramionami i dawałam sobie spokój, bo nie było to coś, czego za wszelką cenę pragnęłam się nauczyć.
Mój jedyny obowiązek, poza robieniem sobie i mamie kawy od czasu do czasu, polegał na gotowaniu ziemniaków, gdy rodziciele byli w pracy. Ach, obieranie również należało do mnie, tak gwoli ścisłości.
Czasem pokroiłam warzywa na sałatkę czy tam ciasto zakręciłam robotem of course, ale w zasadzie to byłoby na tyle.
Jak już wspomniałam, nie dążyłam do pojęcia praktycznego aspektu gotowania. Podstawy teoretyczne miałam, a jakże, ale w praktyce? W praktyce byłam zielona jak szczypior na wiosnę.
Doszłam wtedy do wniosku, że ja chyba gotowania nie polubię i w zasadzie nie pomyliłam się jakoś znacząco – rzeczywiście, nie jest to moja ulubiona czynność.
Często twierdzę, że gotuję, bo muszę, żeby małżowi i dziecięciu żarełko zapewnić. Inna sprawa, że moja brzydsza połowa, cóż, jego generalnie lepiej ubierać niż żywić, więc wiecie, on mógłby jeść mielone i schabowe naprzemiennie, a ja, ja nie. Lubię próbować nowych potraw i, co ciekawe, lubię je przyrządzać. Problem w tym, iż mąż i córa nie podchodzą zbyt optymistycznie do tych moich poczynań. I nie, nie gotuję niezjadliwie, a przynajmniej teraz, bo początkowo, cóż, ale to temat na inny wpis.
Nie lubię monotonii w kuchni, to chyba tak można określić, za to uwielbiam różnorodność, ale problem w tym, że dla samej siebie z reguły mi się nie chce przygotowywać wymyślnych potraw, ostatecznie sama musiałabym je konsumować.
Ogólnie jednak rzecz ujmując to mimo, iż za tradycyjnymi kotletami nie przepadam, to eksperymenty jak najbardziej lubię i czasem, sama dla siebie, na poprawę humoru, coś tam sobie upichcę i mam też cichą nadzieję, że uda mi się młodą zachęcić do próbowania nowych rzeczy, bo w kwestii męża, cóż, straciłam wszelką nadzieję, ale żebyście sobie nie myśleli, że jakoś mi z tym źle. Nie, tego akurat powiedzieć nie mogę, trafił mi się wybredny egzemplarz, a jak to mówią, jeśli nie możesz czegoś zmienić, to spróbuj to polubić.

8 odpowiedzi na “Kilka słów na początek.”

Gotowanie yp moja pięta Achillesa, u rodzicieli mam dokładnie jak mówiłaś, a jak mieszkam na swoim kupuję sobie obiady, bo praktyczniej.

Zuza prawdopodobnie złapie bakcyla kucharsko-degustatorskiego. Potowarzyszy mamie, ponaśladuje… 😀 A może Kasiu powymyślaj bajkowe atrakcyjne nazwy pozornie zwykłym potrawom. Stanie się dla młodej to jedzonko bardzo atrakcyjne. 😀

ja mam niektore jedzonka natyle ulubione, ze jak sie je unas zrobi, moge je jesc 3 i wiecej dni pod rzad.
moj rekord to leczo, ktorej jadlam na objad i kolacje, 7 dni pod rzad.
i jeszcze bylo mi przy ostatniej porcji smutno,ze se juz skonczylo
wiec zemna nie jest trudno o fajne jedzenie, bo dla mnie megaobjad to moga byc ziemiaky z maslem, czy spagetty s kecupem, i juz.

A moje dwie kobitki – mama i babcia śmiały się, że chcę gotować wtedy, kiedy chciałam podejmować takie próby.
Babcia dodatkowo mówiła, że sobie nie poradzę, więc zero wsparcia miałam.
A potem również moja babcia – osoba dominująca, próbowała mi narzucać, jak mam coś robić albo, jak robiłam coś w nietypowy sposób, to też twierdziła, że się nie da tak czy tak.
A teraz raczej mi się nie wtrącają i mówią, że dobrze gotuję :D.
Ja nawet obierać nie mogłam i kroić "bo nie dasz rady, bo icężko" :D.
I to tyle moich doświadczeń z opiekunami.

Pocieszające jest to, że moja mama nie twierdziła, że to dla mnie za trudne czy coś, a z perspektywy czasu to chyba dobrze, że nie uczyłam się pod jej okiem, bo nie wiem czy w ogóle czegokolwiek bym się nauczyła. 🙂
Owszem, gdy tylko coś nowego robiłam i nie miałam pojęcia jak się do tego zabrać to dzwoniłam do niej po wskazówki.

Hmm pierwsza część wpisu bardzo dobrze jest mi znana 🙂 Ja jeszcze na etapie wiedzy teoretycznej z zaczątkami praktyki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *