Kategorie
Takie tam różności

A, takie tam, wynurzenia z dupy.

Hej, hej. Majówka się kończy. Czy dobrze? A nie wiem, dla mnie był to weekend, jak każdy, tyle, że młodej nie było i mogłam, bądź co bądź, odrobinkę sobie odpuścić różne rzeczy, a muszę w tym miejscu powiedzieć, że we wtorek wymieniali mi okna, więc kolejne dni upłynęły pod znakiem sprzątania, ogarniania i malowania tego, co panowie siłą rzeczy, pokiereszować musieli. Koniec końców jednak, cieszę się nowymi oknami. Pewnie trochę jeszcze czasu minie, zanim pozbędę się tego wszechobecnego kurzu i pyłu, bo on, cholera, ciągle wyłazi, co wkurwia mnie niemożebnie, ale cóż, takie są uroki wszelkich prac remontowo-montażowych.
Uświadomiłam sobie też, że za tydzień minie miesiąc, odkąd pożegnałam się z Saxą i co mogę stwierdzić po tym czasie? Generalnie jest dobrze, nie mam food noice, a przecież tego najbardziej się obawiałam i myślę sobie, że tak już zostanie, szczególnie, że Saxenda, w przeciwieństwie do innych analogów GLP-1, jest podawana codziennie, więc nie ma przedłużonego działania. Niby można się poczepiać i stwierdzić, że przecież brałam ją rok z okładem, więc pewnie trochę jej w organizmie zostało. Teoretycznie tak może być, ale z drugiej strony po to zmniejsza się dawkę stopniowo, żeby zmniejszać dopływ leku do organizmu i, żeby nie odstawić go np. z dawki 3,0 ml, bo wtedy mogłoby "zaboleć".
Cóż, jestem dobrej myśli i już nie boję się, jak na początku, że dopadnie mnie food noice. Efektu jojo też się nie spodziewam, w końcu to ja mam kontrolę nad żarciem, a nie żarcie nade mną. To oczywiście nie oznacza, że wpadki mi się nie zdarzają. Zdarzają się od czasu, do czasu, ale nie robię z tego wielkiej dramy. Stało się, to się stało, trudno, trzeba iść dalej. Przede wszystkim nie roztrząsam wtedy, dlaczego, po co i na co. Albo inaczej, staram się nie roztrząsać, bo z tego nic nie wyniknie, a jedynie spowoduje, że poczuję się jak przysłowiowe gówno, co absolutnie nie jest mi do szczęścia potrzebne.
W kwestii ćwiczeń, nadal nie doznałam olśnienia, albo może doznałam, ale nie chcę jeszcze tak tego określać. Za miesiąc mnie spytajcie. Teraz mogę jedynie powiedzieć tyle, że podjęłam wyzwanie w Respo – mnimum 12 treningów w maju. Ono oczywiście inaczej się nazywa, ale nie pomnę jak. Roztrenuj się z Respo, czy coś w tym stylu. Nie nazwa jednak jest istotna, ale sam fakt, że się zmobilizowałam. Doszłam też do wniosku, że muszę mieć bat nad sobą. Wtedy jakoś tak łatwiej mi to przychodzi. Dodam też, że nie jest to moje pierwsze wyzwanie, bo lutowe też zaliczyłam, jedynie zapomniałam, zaznaczać aktywność w appce, co dziś sobie uświadomiłam.
Pewnie chcielibyście też spytać, co u Zuzi i jak tam jej treningi. Otóż bardzo dobrze. Rozpoczęła też treningi indywidualne i przygotowuje się do występu solowego na pokazie, który odbędzie się 26 czerwca, szkoła, w której Zuzia trenuje, obchodzi wtedy swoje urodziny. W sumie pomysł zrodził się na pierwszych zajęciach indywidualnych, żeby młoda wystąpiła. Urodziny są utrzymane w klimatach słowiańskich, więc wymyśliłyśmy, że zrobimy z niej Driadę, tak jakoś nam przypasowało i nie będę ukrywać – miałam w tym swój udział, bo to ja tę Driadę wymyśliłam. Może nie jest to wiele, ale zawsze, w końcu gdyby nie pomysł, nie byłoby horeo na występ.
Poza tym cieszę się, że rok szkolny dobiega końca, choć teraz zacznie się walka o ostatnie oceny, niemniej, to już bliżej końca, niż dalej, a biorąc pod uwagę, że za chwilę egzaminy ósmoklasistów, później Boże Ciało, a więc kolejny długi weekend, to zleci szybko tych kilka tygodni. Tylko, żeby jeszcze ciepło się zrobiło, bo ileż można w kurtce chodzić. Fajnie byłoby móc wskoczyć w kieckę, a tu, póki co, się nie zanosi, bo przynajmniej u nas, po jutrze temperatura osiągnie półap 12 stopni, czy jakoś podobnie.
I tym oto mało optymistycznym akcentem, pożegnam się z wami cieplutko.
Trzymajcie się, miłego niedzielnego wieczoru wam życzę.

10 odpowiedzi na “A, takie tam, wynurzenia z dupy.”

Niezbyt przyjemnie się chodzi jak jest ciepło z plecakami i torbami, a dziś tak było… Narzekam więc, że lepiej by było, jakby było chłodniej.

Lepiej bez leku, o nic innego tu nie chodzi jak o obnizenie insuliny. Od listopada jestem na diecie niskowęglowodanowej i się udało. Początek mega trudny, ale teraz rrewelacja. Pewnie miałbym wątpliwości gdybym o tej diecie wiedział tylko z netu, ale już kilku znajomych na niej było, więc wiedziałem jakie mają niesamowite efekty i bez leków.

A u nas było w sobotę 26 chyba a w niedziel nawet 28, oczywiście jak wierzyć Pogodzie w Iphonie. Tak czy inaczej było cieplutko. 😛

@Piecberg, ja też dość długo byłam na low carb, ale nie mam ochoty pilnować skrupulatnie ilości węgli w diecie, poza tym nie chcę musieć zastanawiać się, czy mogę zjeść coś na mieście, czy już przekroczyłam limit węgli. Zdecydowanie bardziej służy mi dieta zbilansowana, ale prawda jest taka, że do lc pewnie wrócę co jakiś czas.

W Koszalinie wczoraj było też ze 24 stopnie, ale dzisiaj – 16, więc trochę się temperaturce spadło.

Spoko, moje bailando też nie potrwało długo. Dziś 24, od jutra tylko gorzej i jeszcze ma padać. W sumie bardzo dobrze, niech pada, suszę w końcu mamy.

ja tam wolę wychodzić gdy pada niś gdy jest słońce, ma to tylko jeden minus, wtedy nawigacja gorzej działa.

Skomentuj adelcia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *