Kategorie
Takie tam różności

Nie, że wracam, ale tak sobie pomyślałam, a może coś tu napisać?

Hej, hej, ludzie i ludziska.
Co tam u was dobrego słychać? Z grzeczności jeno pytam, skoro już postanowiłam napisać jak mi życie mija, to wypadało i o wasze zapytać.
Tyle tytułem wstępu, nie chcąc zanudzić was czczą gadaniną, postaram się przejść do meritum.
Zacznę od tego, że w styczniu nosiłam się z podsumowaniem minionego roku, ale wiecie co? Jakoś tak wyszło, że nie wyszło. Ileś razy za to się zabierałam, po czym uroczyście stwierdzałam, że nie, do powiedzenia, to ja nic nie mam. Nie, że nie miałam, ale jakoś nie mogłam się zmobilizować, żeby jakkolwiek i cokolwiek tu napisać.
Teraz, pozwólcie, że podsumowań żadnych też czynić nie będę, bo wszak nie o to chodzi, poza tym kwiecień mamy, to już na wszelakie podsumowania chyba trochę za późno. 😛

Zacznę więc od spraw bieżących i najbardziej aktualnych. Dziś, moi drodzy, nadszedł ten dzień, w którym przyjęłam ostatnią dawkę – 0,6 mcg Saxendy. W końcu po roku i prawie dwóch miesiącach kłucia się mogłam zaprzestać. Nie, żeby te zastrzyki były dla mnie mega obciążeniem, nie były, ba, przyzwyczaiłam się nawet, niemniej kiedyś i tak musiałabym skończyć. Jak teraz będzie? Sama chciałabym wiedzieć, ale zakładam, że skoro z najmniejszej dawki schodziłam od trzech miesięcy, to liczę po cichu, że nie będzie tak źle, a organizm jakoś tego nie odczuje, inna sprawa, że jakoś tam sobie w głowie poukładałam, co też ma ogromne znaczenie, bo ogarnięta głowa, to połowa, jak nie więcej, sukcesu. Banalne stwierdzenie, ale jak ogarniesz głowę, to i ze zmianą nawyków dasz radę. Ale najlepiej będzie, jeśli spytacie mnie np. za miesiąc, czy dwa, jak to aktualnie u mnie wygląda.
W zasadzie, jestem na ostatniej prostej, żeby osiągnąć optymalny cel, zauważcie też, że optymalny, nie np. minimalny, czy idealny, ale właśnie, optymalny. Idealny bym chciała, ale to może nie wpłynąć dobrze na mój wygląd, choć jestem innego zdania, tyle, że ja akurat mogę mieć nie co zaburzony obraz postrzegania siebie, (spokojnie, pracuję nad tym). I z tego miejsca dodam jeszcze, że wpis zawiera lokowanie produktu, czy jakoś tak.
Po nowym roku w końcu zdecydowałam, że potrzebuję wsparcia dietetycznego, a ponieważ niekoniecznie miałam ochotę szukać dietetyka w moim mieście – polecana osoba – poszła w kierunku psychodietetyki i psychologii w ogóle, więc doszłam do wniosku, że wykupię dietę online i padło na Centrum Respo, z którego jestem mega zadowolona, do tego stopnia, że postanowiłam wykupić dostęp na rok czasu.
Z tego miejsca też zaznaczę, że nie jest to typowa dieta w tym sensie, że mamy system dietetyczny, tu dostajemy de facto opiekę dietetyka, który z bazy przepisów wybiera dla nas takie, które uwzględniają nasze preferencje kulinarne. Muszę też przyznać, że żarełko jest pyszne, a ja, mimo deficytu, nie jestem głodna.
Właściwie do wykupienia Respo zabierałam się od kwietnia zeszłego roku, ale wtedy wydawało mi się, że nie jest mi to potrzebne do szczęścia, jednak z czasem doszłam do wniosku, że jednak jest i nie ma co się łudzić, ale trzeba by się nauczyć komponować te posiłki i ogarnąć makro i kalorykę, co jak mi się wydaje, opanowałam nawet nienajgorzej.
A co poza tym? Bez zmian, można powiedzieć: na bezrobociu jeszcze nie jestem, męża nie zmieniłam, a dziecko wkracza w nowy etap – w końcu od sierpnia będę miała nastolatkę pełną gębą.
Ostatnio też trochę zaczęłam masować, nie pełnoskalowo, bo masuję trenerkę od aerial hop mojego dziecka, ale mam z tego sporo satysfakcji, ale nie, nie zamierzam wracać do masażu, choć początkowo moje niezdiagnozowane jeszcze ADHD już odpowiednio podkręciło mój mózg, a jemu 2 razy powtarzać nie trzeba. Ostatecznie jednak zostajęprzy masowaniu rekreacyjnym i tylko od czasu, do czasu i nawet nie chodzi o wznawianie działalności, ale raczej nie chcę odbierać sobie przyjemności, którą teraz masowanie mi daje. Wiem, że gdybym miała to robić na ful, straciłabym satysfakcję, a na etat masażowy wracać nie zamierzam, choć pewnie bym mogła, ale nie chcę, za stara już jestem.
Spytacie pewnie teraz jak tam treningi mojego dziecka – rozwija się dziewczyna, robi postępy, możliwe, że będzie miała dodatkowe treningi indywidualne, bo ma młoda potencjał i jest materiałem na zawodniczkę, więc kto wie, co przyszłość przyniesie. Napole dance również nadal chodzi i też robi postępy, ale mam wrażenie, że jej bajką zdecydowanie jest aerial hop.
A jeszcze do mnie wracając, żeby za pięknie nie było, bo jak wiadomo: dieta, białko, nawodnienie, wszystko to jest super hiper ważne, i z tym problemu to ja nie mam, albo inaczej: mam go bardzo rzadko, gorzej z aktywnością fizyczną. No za cholerę nie potrafię się zmusić do ćwiczeń, ja już na samą myśl, że mam cokolwiek ćwiczyć, czuję się zmęczona. 😂
To nie jest tak, że ja nie mam świadomości, że na redukcji ruch jest potrzebny, mam ją, a jakże, ale nie doznałam jeszcze prawdy objawionej, jak to miało miejsce w przypadku diety, tu poszło jakoś łatwiej, a z tym ruchem – no ni cholery nie doznaję olśnienia, nawet motywację trudno mi znaleźć.
Może któraś, bądź któryś z was potrafi, a jeśli tak, to ja chętnie przyjmę różne tam TIPy.
Gdzieś mimo chodem napomknęłam też o moim niezdiagnozowanymADHDowym mózgu. Nie wiem, czy o tym pisałam, czy też nie, ale jeśli tak, cóż, przeczytacie jeszcze raz. Otóż zaczęłam chodzić na terapię i okazuje się, że mogę mieć ADHD, to oczywiście nie jest powiedziane, że mam, wszak do tego trzeba zrobić różne testy – DIVA itd. Niemniej, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tak może być. Czy się zdiagnozuję? Nie wiem, możliwe, ale z drugiej strony, diagnoza tania nie jest, a w tym roku muszę młodej stały aparat na zęby założyć, co generuje spore koszty. Pominę milczeniem, że higiena tego ustrojstwa przyprawia mnie o ból zębów, głowy i i co tam jeszcze może boleć, a już comiesięczne wydatki związane z wizytami u ortodonty i to przez co najmniej 2 lata albo dłużej. Aż chciałoby się powiedzieć, że małe dziecko, to mały problem i coś w tym jest, bo im są starsze, tym więcej kosztów generują.
No dobra, kończę narzekanie i generalnie chyba nie mam już nic do powiedzenia, tym samym zakończę, dobrej nocki życząc wszystkim.

23 odpowiedzi na “Nie, że wracam, ale tak sobie pomyślałam, a może coś tu napisać?”

Dobrej nocy. U mnie też nieźle. Skończyłem pisać ostatni rozdział pracy magisterskiej i teraz zakończenie, wstęp i dobry tytuł. A później obrona.

Jeśli chodzi o ruszanie się, to proponuję powoli sobie wydłużać na przykład spacery. Generalnie spacery są niedoceniane jakoś specjalnie, ale jeśli regularnie będziesz chodzić i rozbijać to na mniejsze części to dosyć sporo będziesz kalorii spalać, a jeśli bardzo chcesz to możesz później sobie jakieś obciążenia dodawać. Żeby więcej spalać kalorii, czyli można zacząć na przykład po prostu od cięższego plecaka, ale obciążenia mi w tym zakresie się nie interesowałem. Także ci nie podpowiem, to co polecam to na pewno sobie ustawić na telefonie ilość kroków jeśli ten telefon nosisz ze sobą tylko nie szalej. ustaw sobie na początek np. o 500 więcej kroków niż robisz średnio no i za 2-3 tygodnie albo za miesiąc dodaj sobie kolejne 500. nie wiem ile tych kroków robisz ale te 10 tysięcy to powinno być minimum także możesz sobie po prostu to zrobić, kolejna rzecz którą polecam to kupienie sobie przynajmniej słuchawek kostnych i jak masz jakieś znane trasy, które są mniej uczęszczane to fajnie się z nich korzysta można czytać książki muzykę słuchać albo robić jakieś fiszki. jeśli się dokupi jeszcze kontroler i jeśli ktoś to lubi ja nie lubię spacerować bez celu ponieważ nie widzę i każda trasa dla mnie wygląda tak samo, więc teraz sobie po prostu chodzę gdzieś po różnych uliczkach no i wada tylko tego jest taka że czasami mi się ludzie pytają czy się zgubiłem, ponieważ dojdę sobie do końca uliczki, bo już jest jej koniec i muszę się wracać no ale to nie jest jakiś ogromny problem w każdym razie daj znać czy postarasz się coś zrobić ze spacerami. Jeśli chodzi o jakieś ćwiczenia w domu no to tutaj najlepiej aby osoba widząca albo jakiś fizjoterapeuta pokazał jak je robić ktoś kto się na tym zna, bo osoby niewidome niestety mają problemy z techniką. no i możesz sobie zrobić jakiś nawyk, że po prostu zawsze na przykład o 11 pracujesz do 12 no to po 12 zawsze po pracy 30 minut robisz jakiś tam zestaw ćwiczeń, najlepiej łączyć nawyki z już nawykami istniejącymi wtedy łatwiej się one wdrażają

Też nie umiem się zmotywować do ruchu, także cię rozumiem. Cieszę się, że u ciebie wszystko dobrze. <3

@Balteam, mimo, że spacery lubię, to one raczej odpadają z wiadomych względów, jest to dla mnie zbyt stresogenne, bo za bardzo muszę się koncentrować na trasie, a to z kolei wiąże się z większymi wyrzutami kortyzolu, jak kortyzol, to i insulina dokłada jeszcze swoje, więc zamiast efektywnego spalania kalorii, mamy co mamy. W zasadzie mam warunki do ćwiczeń, kupiłam gumy oporowe, umiem z nimi ćwiczyć, mam rower stacjonarny, problem w tym, że nie potrafię się zmotywować.
Co mnie jeszcze ratuje, to np. na treningi z młodą chodzimy na pieszo, generalnie tam, gdzie odległość pozwala, wybieram własne nogi.

ja jako osoba z nerwicą lękową poradziłem sobie tak z motywacją, że przestałem kompletnie myśleć a zaczołem robić, prymitywne ale pomogło i to jak, teraz dzień w dzień z Kasią spacerujemy, zabieramy psa i w drogę

Co do podsumowania roku, mam dokładnie tak samo.
Ba – ja nawet sobie samej go nie podsumowałam, a szkoda, bo naprawdę dużo się działo.
Zastanawiam się, czy ta baza przepisów z Twojego centrum dietetycznego uwzględnia fakt, że ktoś czegoś nie lubi lub nie może jeść?
Bo np. ktoś może bardzo lubić leczo, a nie może jeść papryki; co w takim przypadku?
Jeśli chodzi o ćwiczenia, napisz priv, mam pewien pomysł. 🙂

A taka płaska bieżnia podbiurkowa? Zabiera toto mało miejsca, można wsunąć pod łóżko jak się da, a zawsze to jakiś ruch.

@Julitka, uwzględniają różne wykluczenia, a jeśli czegoś nie lubisz, też tego nie masz. Ja mam np. dietę z niskim indeksem glikemicznym i np. czasem, gdy wymieniam posiłek i trafię na coś, co z uwagi na specyfikę diety w moim przypadku jest wykluczone, mam informacje o tym. Pamiętam, że w którymś przepisie był makaron orzo, a ponieważ przy IO to tak nie bardzo, więc było o tym info, gdy spróbowałam wymienić posiłek.

@Marolk nie polecam bieżni. To nienaturalny ruch, ja sobie bardzo zjechałam stopy i kolana.

Centrum Respo zacznie mi zaraz wyskakiwać z lodówki. 😀 Ale fajnie, że u Ciebie się sprawdza. Ciekawa byłam, ile jest prawdy w ich marketinfu. 🙂

A ja bym też szedł w bierznie, biegać nie trzeba. A jesteś w stanie szybciej chodzić, niż na polu z laską. Szybki marsz, pół godzinki i ze 300kcl poleci. Tylko żeby to tętno troszke podskoczyło, nie na 150 czy 200 ale około 120 i będzie git.

Bieżni raczej nie planuję, mam steper, jedynie muszę go odkopać, do tego jeszcze rower stacjonarny i powerbandy i jakoś powinno ruszyć.

A próbowałaś rowerkować czy tam inaczej ćwiczyć, robiąc naraz coś jeszcze, słuchać książkę przykładowo?

Serio nie polecam bieżni. Wydaje się, że to takie super, a ja problemy z kolanami mam do dzisiaj i pewnie już na zawsze. A co do ćwiczenia, mi się najlepiej ćwiczy, jak mam fazę na słuchanie muzyki. Nawet nie wiem, kiedy schodzi. @Monia to ciekawe z tymi reklamami, bo ja słyszę pierwszy raz i nawet zaciekawiła mnie ta idea, bo może, chociaż tego oczywiście nie wiem, tańsza niż diety pudełkowe.

@Mustafa po pierwsze, u mnie problem był inny i zdaję sobie z niego sprawę – po pierwsze, robiłam cardio 2-3 razy w tygodniu na tej bieżni po godzinie. A po drugie, co ważniejsze, bardzo opierałam się na drążkach, co wyłączało mi prawie całe core, więc więcej szło w nogi. I to jest oczywiście fakt. Ale po pierwsze naprawdę łatwo jest wpaść w tę pułapkę, bo nie byłam zdecydowanie jedyna, a po drugie – no, nie obraź się, ale zdecydowanie nie byłoby mnie stać na bieżnię za 20000. To już wolę umówić się na ponad 100 treningów z trenerem personalnym, przy którym bieżnia traci rację bytu. 100 treningów to 100 tygodni lub 50 tygodni po 2, 50 tygodni to 11 miesięcy. Ponad.

a ja mam takie pytańko.
jak zuzka chodzi na to aerial hoop, ciekawe jak oni są tam ubrani?
bo nie wiem jak to koło w sumie wygląda, ale jeśli by było gładkie, i jeszcze się ubierze coś co się ślizga jakieś leginsy czy coś no to chyba to za bezpieczne nie jest, więc to mnie bardzo ciekawy.

Jeśli chodzi o ubiór, to dziewczyny mają body gimnastyczne – aktualnie z długim rękawem – i długie leginsy, do tego skarpetki antypoślizgowe, Co do koła, może zrobię wpis głosowy na jego temat, za wiele to nie powie, ale jakieś wyobrażenie powinno dać. A, co do śliskości – koło okleja się taśmami do tapingu, choć nie są to taśmy stricte do tape’ów sportowych, te są ciut węższe i nie tak elastyczne. Generalnie koło okleja się po to, żeby się nie ślizgało – mówiąc kolokwialnie.

eeej no jasne opowiedz coś o tym albo lepiej jak byłaś kiedyś na treningu posluchac i masz jakieś chozby krótkie nagranie teś by ucieszyło

Nie mam żadnych nagrań z treningów niestety, ale mogę spróbować pogadać z Zuzią, żeby coś zaprezentowała i powiedziała jak daną figurkę się wykonuje. Co do samego koła, to wpis mogę zrobić.

Ale jak to? A mi mówili, że bieżnia to tak zdrowo, i że przecież prawie to samo, co iść na spacer. Tylko że samo nie ciągnie. Więc spacer lepszy. Ponoć. Nie wiem, bo byłem tylko 2 razy ostatno :D.
fajnie sobie jakąś traskę obcykać np. wzdłóż czegoś np. w lesie i ile się da iść mniej więcej prosto. Np 8 km. A potem wracać znów te 8 do domu.

Skomentuj adelcia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *