Tydzień temu minął miesiąc odkąd kupiłam air freyera, znanego też pod nazwą frytkownicy beztłuszczowej, nadszedł więc czas, żeby pokrótce podzielić się z wami spostrzeżeniami z użytkowania.
Jak wspomniałam we wcześniejszym wpisie – kupiłam AF marki Xiaomi Mi smart 6,5l. Może pamiętacie, ale rozważałam też Phillipsa, jednak z uwagi na jego wymiary, padło na ten pierwszy.
Air Freyer co do zasady działa jak piekarnik z termoobiegiem, z tą jedynie różnicą, że jest odpowiednio mniejszy, a to skraca czas nagrzewania, jak i czas pieczenia, co wydaje się być kluczowym argumentem za AF.
Tyle, jeśli o ogólniki chodzi, teraz natomiast przejdę do szczegółów. Przez miesiąc zdążyłam całkiem sporo w nim przyrządzić i tak: na początek poszły frytki mrożone, które okazały się o niebo lepsze niż z piekarnika – chrupiące na zewnątrz i miękkie w środku. Czas ich przygotowywania też skrócił się do 15 minut. W tym miejscu możecie powiedzieć, że w piekarniku upieką się w 20 – plus minus – więc jaka to oszczędność? Ano taka, że piekarnik potrzebuje koło kwadransa, żeby się rozgrzać, natomiast AF – nie, jemu to zajmuje ze 2, 3 minuty. Następne w kolejności były nuggetsy – teoretycznie też było ok, problem jedynie w tym, że panierka mi spłynęła, niemniej były całkiem smaczne. Kurczaka również przyrządzam we frytkownicy i tu czas pieczenia skrócił się znacząco, bo z około 90 minut, zrobiło się 40, a to samo się broni i żadnej głębszej argumentacji nie potrzebuje. Nie omieszkałam do AF wrzucić kotletów schabowych, dla mnie ten sposób ich przyrządzania wygrywa, bo nie są tak tłuste jak z patelni, a to dość istotna różnica. Moja siostra we frajerze popełniła sernik baskijski i wyszedł bardzo dobry, natomiast wczoraj postanowiłam zrobić na śniadanie pieczonego naleśnika – tzw. Duth baby – swoją drogą polecam, bo jest przepyszny. Taką formę naleśnika już dawno chciałam przyrządzić, ale z uwagi na fakt, że musiałabym rozgrzewać piekarnik dla jednej lub dwóch sztuk – nie opłacało się, a biorąc pod uwagę czas – nagrzanie piekarnika +pieczenie – koło 35 minut – nie, nie, podziękuję, bo AF upieczenie zajęło 12 minut – z czego jakieś 5, to nagrzewanie kokilek.
Dziś natomiast wjechał wrap z serka wiejskiego i jajek – wyszedł, lecz mogłam go przetrzymać kilka minut dłużej, co zapewne zrobię następnym razem i mężu mojemu paluszki rybne we frajerze też robię, bo nie chce mi się ich na patelni obracać. To chyba tyle, jeśli o uzupełnienie wpisu chodzi, a musicie wiedzieć, że zaczęłam pisać tydzień temu, ale w ciągu kilku ostatnich dni nie miałam siły ani ochoty, żeby go dokończyć.
W tym miejscu dodam również, że nazwa tegoż urządzenia może być odrobinę myląca, a dlaczego, zapytacie? Z bardzo prostego powodu: w polskiej wersji językowej jest to frytkownica beztłuszczowa, co może sugerować, że właściwie, to nie musimy używać żadnego tłuszczu do pieczenia/ smażenia. Nie jest to do końca prawdą, bo trochę tłuszczu jest potrzebne, ale wystarczy skropić danie, które chcemy przyrządzić olejem lub oliwą, co zrobi robotę, bo nada potrawie chrupkości, a i smak poprawi.
Dorzucę jeszcze kilka słów odnośnie programów, których w moim frajerze jest 12 i są to: jogurt, suszenie, warzywa, ryby, krewetki, skrzydełka z kurczaka, kotlety jagnięce, stek, frytki, ciasto, rozmrażanie i tryb ręczny. Przyznam, że najczęściej korzystam z tego ostatniego właśnie. Poza tym w aplikacji jest kilkadziesiąt przepisów, szkoda, że nie ma ich więcej, bo niektóre mogą być ciekawe, jak np. zapiekane awokado z jajkiem.
Pozachwycałam się nad moim AF, teraz zatem należałoby wspomnieć o wadach. Czy według mnie, jakieś posiada? W pierwszym odruchu chciałoby się powiedzieć, że absolutnie nie, ale to nie do końca byłaby prawda, a jeśli ten wpis ma zasłużyć na miano w miarę rzetelnego, to obiektywnie muszę stwierdzić, że wady również posiada. Powiem więcej: to, co uchodzi za zaletę, może też być wadą. Przykłady? Proszę: pojemność komory: ogromna zaleta, bo szybko, bez tracenia czasu na nagrzewanie, ale jednocześnie wada – jakiegoś potężnego mięcha raczej nie wrzucimy, bo się nie zmieści. Kolejna wada: było nie było, jest to następny sprzęt, który zajmuje miejsce w naszej kuchni, na naszym blacie, chyba, że ktoś ma możliwość schowania go w szafce czy innym miejscu, ale to i tak zawsze będzie dodatkowe urządzenie. Prąd – niby pożera mniej, niby nagrzewa się szybciej, ale podejrzewam, że w codziennym użytku domowy budżet lekko może to odczuć.
Czy jakieś jeszcze wady w nim dostrzegam? Zdaje się, nie. No, chyba, że gabaryty misy – pół zmywarki zajmuje, to też można uznać za wadę.
A zalety? Teoretycznie wymieniać nie muszę, bo wszystko już zostało wyżej napisane, ale jako małe podsumowanie? Czemu nie.
I tak: zalety: wielkość, szybkie nagrzewanie urządzenia, mniejsze zużycie prądu, zniwelowanie ilości tłuszczu do minimum, dzięki czemu nasze potrawy będą zdrowsze i mniej kaloryczne, pieczenie w krótszym czasie niż w tradycyjnym piekarniku.
Ja pokochałam mojego frajera miłością wielką, nie rozumiem, jak mogłam wcześniej twierdzić, że nie potrzebuję piekarnika w mniejszej wersji. Nie napisałam, a to przecież bardzo ważne – obsługuję mojego frajera z poziomu aplikacji i jest to całkiem wygodny sposób, a sama apka okazuje się być w większości dostępna.
Czy polecam? Oczywiście, choć ten konkretny model raczej dla dwóch, może trzech osób, jednak na rynku jest wiele różnych modeli o różnej wielkości i o ile wiem, część z nich jest dla nas dostępna.
Na tym zakończę. Życzę wam miłej reszty weeckendu.